Languages:                   

MIĘDZYNARODOWA RODZINA ZAKONNA

Franciszkanki Misjonarki Maryi

Prowincja Europy Środkowo - Wschodniej

Bosna i Hercegovina Deutschland Ősterreich Magyarország
Polska Россия Slovenija Україна

Aby nikt nie zginął

Od kilku lat w moim sercu są słowa „aby nikt nie zginął“. One zrodziły się we mnie, gdy patrzyłam na życie Jana Pawła II, chcącego głos ...

Listy i świadectwa

Zobacz inne
 

Zobacz również

Ankieta


Czy uczestniczyliście w zorganizowanych rekolekcjach?


Nie
Tak


Głosuj     Wyniki     Inne pytania
 

Polecamy


 

         

Warszawa

Msze św. w Kaplicy
Królowej Misji

- w niedzielę: godz. 8.00
- w tygodniu: 6.30

   
Adoracja Najświętszego Sakramentu

- Pon.– Piątek godz. 7.30 – 17.00
- Sobota godz. 7.30 – 15.00
- Niedziela  godz. 11.00 – 17.00




 

Serwis osób niezalogowanych


Po raz pierwszy jako ludzie

2010-01-24 s. Bożena Bednarczyk FMM

 

         

 

         Drogie Siostry!     Minął rok od mego pobytu w kraju na urlopie. Czas ten zleciał mi bardzo szybko. W czasie mego pobytu wspominałam między innymi o plemieniu Batembo (Pigmeje), którzy żyli w lasach a naszej okolicy, żyli z polowania. Wojna, grupy uzbrojone, co grasowały u nas, wyniszczyły zwierzęta w lasach. Ci ludzie byli zmuszeni wyjść z lasu, zbliżyć się do wiosek w poszukiwaniu żywności.

    Niestety, ludność miejscowa odniosła się do nich nieżyczliwie. Musieli pozostawać w pobliżu wiosek i szukać pracy. W międzyczasie żywili się korzeniami niektórych roślin, miodem zbieranym u dzikich pszczół. W jednej wiosce 50 km od naszej misji była dość duża grupa. W sierpniu ubiegłego roku stworzył się konflikt i szef wioski ich wypędził. Powrócili znowu do lasu. W innych wioskach było ich mniej. W październiku ubiegłego roku zbliżyli się do wioski 2 km od misji. Było 7 rodzin pod drzewem, czekając na reakcję ludzi ze wsi. Od razu nawiązaliśmy z nimi kontakt. Zwróciliśmy się do szefa wioski, by pozwolił im zamieszkać. Kilka dni potem było już ponad dwadzieścia rodzin. Wiadomość poszła szybko do lasu, że tutaj są przyjęci życzliwie. Oczywiście przychodzą z rękami pustymi, głodni, bez ubrań, często bez garnków. Od początku trzeba było się nimi zająć. Był to początek pory deszczowej, a więc zaczęliśmy uprawę ryżu, manioku i orzeszków ziemnych. Niektórzy znajdywali pracę u ludzi we wsi.

    Koniec roku i początek roku 2009 liczba ich wzrastała prawie codziennie. Trzeba było szukać pomocy. W marcu dostaliśmy pomoc – motyki do pracy. Ubrania i pieniądze ze strony rządu regionalnego. W tej chwili jest już ponad tysiąc osób i wciąż przychodzą nowi. Ponieważ od maja jest pora sucha, zaczęłyśmy siać warzywa na brzegu rzeki, bo trzeba podlewać. Nie możemy zdobyć u organizacji międzynarodowych żywności dla nich. Codziennie w ogrodzie i polu jest ponad 400 osób do pracy. Pracują 2 godz. dziennie, bo są głodni. Resztę dnia muszą szukać korzeni w lasach, łapać węże, szczury i skorpiony, by przeżyć z dnia na dzień. Za pracę płacimy, ale to jest znikome. Kupują za te grosze żywność. Jest nas 6 osób. 4 osoby świeckie w ogrodzie, w polu, budowie domów z drewnianych pali i nas, dwie siostry. Trzeba być z nimi wszędzie, bo to wszystko jest dla nich nowe.

    Siostra, z którą pracujemy prawie codziennie musi prowadzić chorych do szpitala. Sami są zagubieni. Trzeba im pomagać do nowego życia. Od samego początku jak oni przyszli blisko misji, braliśmy dzieci do szkoły. Dziwne, ze pomimo życia, jakie mieli w lesie są bardzo za tym i rodzice i dzieci, żeby iść do szkoły. W szkole, którą się zajmuję, do końca roku mieliśmy 51 dzieci tego plemienia. W szkole było ponad 400 dzieci, a więc robiliśmy tak, żeby byli pomieszani w klasach z dziećmi ze wsi. Na początku sierpnia przyjechałyśmy do Lubumbashi na rekolekcje i Kapitułę Prowincjalną. Przed samym odjazdem była grupa 42 rodzin, którzy wyszli z lasu i szli w naszym kierunku.

   

Pomoc, jaką dostarczałyśmy wkrótce się skończy i nie wiadomo, co będziemy z tym robić. Proszę o modlitwę w tej intencji. Praca, której nikt nie szukał. Żeby ich wprowadzić do normalnego życia, trzeba czasu. Na jednym spotkaniu z szefem wioski oni powiedzieli, że od początku ich istnienia po raz pierwszy uznano ich jako ludzi, a nie dzikie zwierzęta. Odzyskali godność ludzką, na którą długo czekali. Mamy nadzieję, że znajdą się ludzie dobrej woli, którzy przyjdą z pomocą. Żeby zapracowali na siebie, trzeba kilka lat. W międzyczasie żyjemy w tej sytuacji z dnia na dzień. Nikt tego nie planował ani przewidział. Polecamy to Opatrzności Bożej. Złączona w modlitwie

s. Teodora Sarzyńska, fmm

Kongo Lubumbashi

 

 

 

 

Wstecz Odsłon: 9606   

 

Twoim zdaniem

a nie lepiej loby zrobic cos..pomóc tym ludziom,zeby mogli wrocic do swojego zycia w lesie??do swojej kultury? zamiast"pomagac im w nowym zyciu",ktore jest dla nich obce ??wrogie??
 

natalia 2010-08-13 / 22:34:08 - IP: 77.225.244.56

 

 
Dodaj komentarz
 




 
000126588
 

MIĘDZYNARODOWA RODZINA ZAKONNA Franciszkanki Misjonarki Maryi
Prowincja Europy Środkowo - Wschodniej
Warszawa, ul. Racławicka 14, 02-601 Warszawa,   tel. 22 8453021,  www.fmm.opoka.org.plsiostry.fmm@gmail.com
Konto bankowe: Bank PKO S.A. 32 1240 1037 1111 0000 0691 6886
Administrator: Mirosław Kuduk

Mirosław Kuduk © 2010

Profesjonalny Hosting