Languages:                   

MIĘDZYNARODOWA RODZINA ZAKONNA

Franciszkanki Misjonarki Maryi

Prowincja Europy Środkowo - Wschodniej

Bosna i Hercegovina Deutschland Ősterreich Magyarország
Polska Россия Slovenija Україна

Nie bój się, wierz tylko!

W piękny, słoneczny, piątkowy dzień zaczęliśmy kolejne rekolekcje dla studentów… ...

Listy i świadectwa

Zobacz inne
 

Zobacz również

Ankieta


Czy uczestniczyliście w zorganizowanych rekolekcjach?


Nie
Tak


Głosuj     Wyniki     Inne pytania
 

Polecamy


 

         

Warszawa

Msze św. w Kaplicy
Królowej Misji

- w niedzielę: godz. 8.00
- w tygodniu: 6.30

   
Adoracja Najświętszego Sakramentu

- Pon.– Piątek godz. 7.30 – 17.00
- Sobota godz. 7.30 – 15.00
- Niedziela  godz. 11.00 – 17.00




 

Serwis osób niezalogowanych


MISJA ... IMPOSSIBLE? - GALILEA WSPIERA MISJĘ S. TEODORY SARZYŃSKIEJ FMM

2010-05-09 Katarzyna Murawska FMM

 

 

 

Zewsząd znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu;  

żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy;  

znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni,  

obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy.  

Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa,

aby życie Jezusa objawiło się w naszym ciele.  

 

(2 Kor 4, 8-10)

 

s. Teodora Sarzyńska fmm oddała Afryce swoją miłość do Chrystusa i do Kościoła, energię i entuzjazm, swoje zdolności i kompetencje słowem... serce. Mawiamy tutaj w Polsce, że jak żadna z misjonarek wręcz zewnętrznie upodobniła się do ludzi, których los dzieli od 38 lat. W 1972 r. wyjechała na misje do Zairu, obecnego Kongo. W 1981 r. w misji odległej 500 km od najbliższego miasta (Lubumbashi) założyła Ośrodek Szkolenia Rolniczego dla młodzieży męskiej, która nie miała możliwości uczęszczać do szkoły. Po 18 latach ośrodek przejął funkcje szkoły podstawowej. Rozkwit szkoły przerwała brutalna wojna. Misja trwa...

                                                                                                                                 

W 1997 r. zaczęła się wojna. Podczas gdy Kościół świętował Jubileusz 2000 lat chrześcijaństwa, gdy tyle mówiono o darowaniu długów, wzajemnych urazów – my zmagaliśmy się z koszmarem, który wydaje się nie do pomyślenia u progu trzeciego tysiąclecia. Byłyśmy zmuszone opuścić misję ze względu na brak bezpieczeństwa. Wojsko kongijskie zabezpieczyło teren szkoły i naszego ośrodka. Wróciłyśmy po trzech miesiącach do domu, który ku naszej radości nie został rozgrabiony. Ponieważ jednak front znacznie przybliżył się do naszej misji, nie wróciłyśmy same!!!  Równocześnie z nami, z północy przybyło 15 tys. uchodźców. I tu zaczyna się tragedia...

 

Jak 12 tys. ludności miejscowej, żyjącej w stanie wojny, kiedy brakuje podstawowych środków do życia, okaże wsparcie takiej rzeszy ludzi nie mających dosłownie nic? Pierwsza międzynarodowa pomoc dotarła do nas po kilku miesiącach. Okazało się jednak, że nie głód był naszym największym wrogiem, ale uzbrojone bandy kalibanów, kryjące się w lasach i siejące postrach. W okolicach naszej misji spalonych zostało około 100 wiosek. Ludzie koczując w lasach, żywili się korzonkami, owocami krzewów i  liśćmi z drzew. W 2004 r. bandy zagroziły naszej wiosce – po raz drugi musiałyśmy opuścić misję. Tym razem wróciłyśmy już po trzech tygodniach. Rok 2005 był dla nas smutny i jeszcze trudniejszy. Tym razem z lasów przybyło do nas ok. 30 tysięcy ludzi, wielu wycieńczonych, nękanych chorobami. Ich stan był opłakany. Znów mogliśmy liczyć na pomoc międzynarodowych organizacji. Ale cóż to było dla tak wielu?

                                                   

Po dwóch latach uchodźcy mogli powrócić do swoich spalonych wiosek i powoli myśleć o ich odbudowie i rozpoczęciu wszystkiego na nowo. Wojna jednak spustoszyła kraj nie tylko materialnie, ale i duchowo. W ludziach „wygasła” nadzieja na normalne, godne życie. Nie tylko w mieszkańcach wiosek. Plemię Batembo (znane w Europie jako Pigmeje) utrzymujące się wyłącznie z polowania stanęło wobec rzeczywistości zagłady. Masakrowani przez bandy leśnych ludzi, przez wojsko pozbawieni środków utrzymania (w czasie wojny żołnierze wybili w lesie wszystkie zwierzęta) doświadczyli dotkliwie skutków wojny. W obecnej sytuacji żywią się korzeniami krzewów, polują na węże, skorpiony, szczury, zbierają miód leśnych pszczół. Ich codzienny dzień to: walka o przetrwanie.

 

Zmuszeni opuścić lasy (co nie leży w ich naturze i tradycjach plemiennych) spotkali się z całkowitą nieakceptacją ludności miejscowej. W 2007 r. zrozumiałyśmy, że ta sytuacja stawia nam nowe wyzwania. W 2008 r. 7 rodzin pomimo obaw, że nie zostaną zaakceptowani podjęło dramatyczną próbę zbliżenia się do naszej wioski. Szef wioski za naszą interwencją okazał się wyrozumiały i pozwolił im zamieszkać wśród nas. Kilka dni później przyszło nowych 20 rodzin – z pustymi rękami, głodni, bez ubrań, często bez garnków. Wiadomość o tym rozeszła się szybko i dziś mieszka w naszej wiosce ponad 300 pigmejskich rodzin (to ok. 1000 osób) i wciąż przychodzą nowi.

                                                     

Wszystko dla nich jest nowe i niezwykłe. Chorych trzeba oswajać z tym, że w normalnych warunkach korzysta się z pomocy lekarskiej. Są nieufni i przestraszeni. Ale jedno budzi radość: ich dzieci chcą się uczyć! Rodzice również chcą, by ich pociechy chodziły do szkoły. W szkole, którą się zajmuję jest ponad 140 Batembo na łączną liczbę 430 uczniów z naszej wioski. Ich wiek jest bardzo zróżnicowany – każdy chce być uczniem! Rodzice pracują w polu. W porze suchej na brzegu rzeki założyliśmy 2 ha ogród do ich użytku. W porze deszczowej każda rodzina zagospodarowuje teren pod ogród i pole, a także uczestniczy w pracach na polu wspólnym i jeśli są pieniądze, mają za to płacone drobne wypłaty, które starczają na zakup żywności. Niektórzy znajdują pracę u mieszkańców naszej wioski.  W marcu ub. roku dostaliśmy pomoc – motyki do pracy, a także ubrania i pieniądze ze strony rządu regionalnego dla naszych Batembo. Caritas ofiarował plandeki na pokrycie domów dla rodzin naszych nowych sąsiadów, a także trochę garnków.

                                                                                                                             

Sądzę, że trzeba jeszcze co najmniej dwóch lat by zintegrować ich choć częściowo z mieszkańcami naszej wioski oczywiście z zachowaniem szacunku dla ich odrębności i kultury. Pomoc, jaką otrzymałyśmy wkrótce się skończy i nie wiadomo, co dalej. Proszę o modlitwę w tej intencji. Na jednym spotkaniu z szefem wioski oni powiedzieli, że od początku ich istnienia po raz pierwszy uznano ich jako ludzi, a nie dzikie zwierzęta. Odzyskali wiarę w godność ludzką. Mamy nadzieję, że znajdą się ludzie dobrej woli, którzy przyjdą z pomocą. Żeby zapracowali na siebie i byli zdolni się utrzymać  trzeba kilku lat. W międzyczasie żyjemy w tej sytuacji z dnia na dzień. To jak praca, której nikt nie szukał - nikt tego nie planował ani przewidział, i dlatego polecamy ją ufnie Opatrzności Bożej.

                   

Z naszej strony składam Bóg zapłać za każdą inicjatywę, która pozwoli przeżyć nam ten trudny okres integracji plemienia Batembo. Niech Bóg Wam błogosławi!

s. Teodora Sarzyńska fmm, KONGO

                                                                                                                                    Wszystkich, którzy chcieliby w jakikolwiek sposób wesprzeć misję s. Teodory prosimy o kontakt:

siostrawielkanoc@gmail.com                    

                                                                                                                                                         

 

 

 

 

Wstecz Odsłon: 9398   

 

Twoim zdaniem


 
Dodaj komentarz
 




 
000126581
 

MIĘDZYNARODOWA RODZINA ZAKONNA Franciszkanki Misjonarki Maryi
Prowincja Europy Środkowo - Wschodniej
Warszawa, ul. Racławicka 14, 02-601 Warszawa,   tel. 22 8453021,  www.fmm.opoka.org.plsiostry.fmm@gmail.com
Konto bankowe: Bank PKO S.A. 32 1240 1037 1111 0000 0691 6886
Administrator: Mirosław Kuduk

Mirosław Kuduk © 2010

Profesjonalny Hosting