Languages:                   

MIĘDZYNARODOWA RODZINA ZAKONNA

Franciszkanki Misjonarki Maryi

Prowincja Europy Środkowo - Wschodniej

Bosna i Hercegovina Deutschland Ősterreich Magyarország
Polska Россия Slovenija Україна

Jedność w różnorodności

Przyjęcie drugiej siostry jako wyjątkowego daru wymaga bym najpierw się stała darem dla siebie. ...

Listy i świadectwa

Zobacz inne
 

Zobacz również

Ankieta


Czy uczestniczyliście w zorganizowanych rekolekcjach?


Nie
Tak


Głosuj     Wyniki     Inne pytania
 

Polecamy


 

         

Warszawa

Msze św. w Kaplicy
Królowej Misji

- w niedzielę: godz. 8.00
- w tygodniu: 6.30

   
Adoracja Najświętszego Sakramentu

- Pon.– Piątek godz. 7.30 – 17.00
- Sobota godz. 7.30 – 15.00
- Niedziela  godz. 11.00 – 17.00




 

Serwis osób niezalogowanych


List z Libii

2011-04-24 s. Anna Łuczak FMM

 


 

 

Drogie siostry,

    Od kilku dni z jesteśmy Barbarą w Tunezji. Basia, by leczyć zęby, ja próbuję jakoś nadgonić me zgubione pielęgniarstwo. Nie wiemy kiedy będziemy mogły powrócić do naszej wspólnoty. Na razie to niemożliwe. Wróciłam z wakacji w Polsce do Libii 14 lutego 2011 r., a manifestacje rozpoczęły się 17. Ludzie chcieli więcej wolności, no ale niestety manifestacje zaczęły być krwawo tłumione. I tutaj kończę moje dygresje polityczne, bo cały przebieg był relacjonowany w TV-a my podobnie jak i wy czerpałyśmy wiadomości z mediów.

 

     Moja wspólnota jest w miejscowości górzystej w Yefren. Dosyć długo był u nas spokój, niepokoiłyśmy się o polskie siostry w Benghazi, nasze siostry w Trypolisie. U nich było bardziej niebezpiecznie. Na początku marca odcięto nam internet. Dotknęło mnie to osobiście, bo była to dla mnie jedyna droga komunikacji z moimi przyjaciółmi. Basia i Bruna mieszkają już długo w Libii. Miały do kogo dzwonić, ludzie dzwonili do nich. Czułam się osamotniona.

     

Gdy 8 marca rozpoczął się Wielki Post postanowiłyśmy zwyczajnie przyjąć ten czas z tym co on przyniesie, a przyniósł niemało ogołocenia. Jednak doświadczałyśmy równocześnie wiele gestów ludzkiej przyjaźni.

     

Pod koniec marca sytuacja zaczęła się u nas zmieniać. Miasto było podzielone: połowa była przeciw a druga połowa z Szefem. Do miasta zbliżyli się żołnierze. Kobiety zaczęły się chronić- bo nigdy nic nie wiadomo. Nasi sąsiedzi muzułmanie bali się o nas i nawet jedną noc spałyśmy w czymś w rodzaju groty (w dawnym mieszkaniu sąsiadów). Ze zbliżającym się wojskiem zaczęło się ostrzeliwanie miasta z ciężkich dział i karabinów. Zaczęły się problemy z dostawą benzyny. W tym też czasie zostałam przyjęta do pracy do szpitala na oddziale dializ.

     

Któregoś dnia siostry pojechały po benzynę do Trypolisu. Zostałam sama w domu i właśnie tego dnia rozgorzały blisko nas prawdziwe działania wojenne. Dom drżał. Zrobiłam wystawienie Najświętszego Sakramentu. Nie byłam więc sama. Schowałam się w kacie kaplicy. Myślałam o mym życiu, o tym że nie jestem jeszcze gotowa umrzeć. Zobaczyłam swoje życie takie mierne, ale jednocześnie czułam, że to nie ma najmniejszego znaczenia dla Pana Boga. Dla Niego liczę się tylko ja. Siostry wróciły wieczorem. Mało brakowało, by powrót do Yefrenu stał się niemożliwy.

     

Kiedy żołnierze zbliżyli się do miasta sklepy zaczęły być zamknięte, musiałyśmy oszczędzać gaz. Nie sprzedawano już butli. Banki nie działały. Miasto praktycznie opustoszało, w szpitalu zostało trochę lekarzy i pielęgniarek z Ukrainy i Bangladeszu oraz my z Barbarą dwie Polki. Dla naszego bezpieczeństwa przeniosłyśmy się do baraku obok szpitala. Kiedy trwają walki żadne miejsce jednak nie jest bezpieczne. Już pierwszej nocy jakiś zagubiony pocisk upadł blisko naszego baraku i uszkodził jeden budynek szpitala.

     

    Kontynuowałyśmy naszą pracę na oddziale dializy, gdzie pozostało tylko 4 pacjentów. W nocy byłyśmy w baraku, na dzień wracałyśmy do domu, by coś ugotować, wyprać, nakarmić zaprzyjaźnione koty. W mieście zostało trochę mężczyzn, reszta ludzi wyjechała. W baraku zostałyśmy tydzień. Z czasem zabrakło nam wody, więc na noc przeniosłyśmy się do szpitala. Ostatnią noc przed pospiesznym wyjazdem spałyśmy w naszym domu. Pod koniec pobytu w Yefrenie odcięto nam telefon, prąd i co za tym idzie również wodę.

   

     Od prawie dwóch tygodni nasze walizki (z najpotrzebniejszymi rzeczami) były w samochodzie. To straszne mieszkać i poruszać się w opustoszałym mieście. Muszę jednak przyznać, że każdy spotkany człowiek witał nas z radością. Kiedy zaczęły się problemy z chlebem mężczyźni przez wiele dni przynosili nam chleb do domu. Był świeży i bardzo dobry. Nigdy nie jadłam tyle chleba, co wtedy. Smakował jak chleb rozmnożony przez Jezusa. Mężczyźni z naszej dzielnicy zawsze pytali czy czegoś nie potrzebujemy, ochraniali też nasz dom. Słowa są tu zbyt ubogie, by opowiedzieć o życzliwości naszych braci muzułmanów w tych trudnych dniach. Doświadczyłyśmy niesamowitego międzyludzkiego braterstwa.

   

    Wyjechałyśmy z Yefrenu w Wielki Wtorek w niezwykłym pospiechu. Ale już na początku zatrzymało nas wojsko w bardzo subtelny sposób ostrzeliwując nasze auto. Na szczęście nie poniosło ono żadnych szkód. Zatrzymali nas na bardzo długie dwie godziny. Najświętszy Sakrament był w mojej torbie. Żołnierze na wojnie to nie ministranci. Zamknęli nas w brudnym pokoju. Dali wodę, po jabłku i jogurt oraz trzy krzesła i kazali czekać. Nie wiedziałyśmy na co. W międzyczasie słychać było krzyki kogoś torturowanego oraz strzały z dział. Siedziałyśmy jak na beczce prochu. W końcu zdecydowali nas eskortować do strefy wolnej od walk. Gdy wydostałyśmy się z piekła wojny ukazał się naszym oczom inny świat. Poza strefą wojny panował idealny pokój, jakby się nic w tym kraju złego nie działo.

   

     Święta Wielkanocne spędziłyśmy z naszymi siostrami w Trypolisie, a teraz reperujemy nasze zdrowie i czekamy na powrót do Yefrenu w Tunisie, w stolicy Tunezji. Dlaczego tak długo zostałyśmy w Yefrenie? Najpierw powodu naszych sąsiadów, przyjaciół. Byłyśmy też proszone przez lekarza, by zostać. Potem zostałyśmy z powodu jednej biednej rodziny, by na końcu pozostać same. Wszyscy ci ludzie uciekali a my jak kapitanowie na statku wyjechałyśmy …uciekłyśmy na końcu.

 

s. Anna Łuczak FMM

 

 

 

 

Wstecz Odsłon: 7567   

 

Twoim zdaniem


 
Dodaj komentarz
 




 
000126609
 

MIĘDZYNARODOWA RODZINA ZAKONNA Franciszkanki Misjonarki Maryi
Prowincja Europy Środkowo - Wschodniej
Warszawa, ul. Racławicka 14, 02-601 Warszawa,   tel. 22 8453021,  www.fmm.opoka.org.plsiostry.fmm@gmail.com
Konto bankowe: Bank PKO S.A. 32 1240 1037 1111 0000 0691 6886
Administrator: Mirosław Kuduk

Mirosław Kuduk © 2010

Profesjonalny Hosting