Languages:                   

MIĘDZYNARODOWA RODZINA ZAKONNA

Franciszkanki Misjonarki Maryi

Prowincja Europy Środkowo - Wschodniej

Bosna i Hercegovina Deutschland Ősterreich Magyarország
Polska Россия Slovenija Україна

Notatki Duchowe

Maria od Męki Pańskiej pisała Notatki Duchowe od 1882 r. na polecenie jej kierownika duchowego o. Rafała Delarbre OFM. Zostały one wydane w dw ...

Misyjne wyzwania

Zobacz inne
 

Zobacz również

Ankieta


Czy uczestniczyliście w zorganizowanych rekolekcjach?


Nie
Tak


Głosuj     Wyniki     Inne pytania
 

Polecamy


 

         

Warszawa

Msze św. w Kaplicy
Królowej Misji

- w niedzielę: godz. 8.00
- w tygodniu: 6.30

   
Adoracja Najświętszego Sakramentu

- Pon.– Piątek godz. 7.30 – 17.00
- Sobota godz. 7.30 – 15.00
- Niedziela  godz. 11.00 – 17.00




 

Serwis osób niezalogowanych


Pozornie niewinne i bezpieczne

2013-03-27 Maria Wolan

 

 

 

Spis treści

 

Syndrom dziurawego sita i dziewięciu trędowatych

   

Otwarcie na świat duchów

   

Druidyzm. Halloween

   

Czy energie naturalne są niebezpieczne?

 

Okultyzm

 

Spirytyzm

     

New Age

     

Mistyczne doświadczenie jedności z naturą

   

Channeling - kanałowanie

   

Odmienne stany świadomości

     

Medycyna alternatywna

   

Radiestezja

     

Hipnoza

     

Akupunktura

     

Astrologia

   

Wróżbiarstwo

   

Bioenergoterapia. Nakładanie rąk

   

Homeopatia

   

Joga to nie tylko sport

 

Mantry

   

Jak uniknąć pułapek fałszywych uzdrowień?

   

Praktyki niechrześcijańskich wierzeń

   

Sekty

   

Wychodzenie z okultyzmu

   

Można w tym świecie żyć i przetrwać

     

Syndrom dziurawego sita i dziewięciu trędowatych

   

    Do życia potrzebny jest pewien poziom ludzkiej miłości. W miarę jak dorastamy i stajemy się coraz starsi, wzrasta nasze doświadczenie. Bardzo często jednak inni „dziurawią" naszą osobowość, która staje się raczej jak durszlak niż kadź zdolna gromadzić dobra. Nabywamy bolesne, trudne do¬świadczenia i powstałe z nich mechanizmy, które następnie gromadzimy przez lata. Pochodzą one m.in. ze środowiska rodzinnego: niedobra opieka rodzicielska (która zawiera elementy poniżania, ośmieszania, nieustannej krytyki), brak właściwej komunikacji między rodzicami-dziećmi oraz w środowisku wychowawczym czy pracy.

 

    Nieporozumienia narastają bez wyjaśnień, przebaczenia i zrozumienia, tworząc niewłaściwy pogląd na temat samego siebie i innych osób. Przechodzą niekiedy głęboko do podświadomości wpływając na relacje z innymi.

     

    Osoba, którą dotkliwie w życiu zraniono, albo inaczej „podziurawiono" jej osobowość, nie umie i nie potrafi zatrzymać zbyt wiele z tego, co jej dają. „Podziurawiona" osobowość wpływa na niewłaściwe, destrukcyjne patrzenie na siebie. Człowiek, który nie ma do siebie szacunku, nie potrafi w pełni kochać ani przyjąć miłości innych. Dramatycznie, jak wampir, szuka ciągle pokarmu, żeby podwyższyć poziom autoafirmacji. Sam nie jest w stanie nic dawać, bo ciągle jemu czegoś brak, jest niezadowolony i podejrzliwy nawet wobec okazywanej, szczerej miłości. Ileż to rozpaczliwych działań wszędzie tam, gdzie szuka się po omacku okruchów akceptacji, substytutów przyjaźni i miłości!

   

    Osoba poraniona w rodzinie ranić będzie innych, a swoją sytuację patologiczną przeniesie jako normę do swojej przyszłej rodziny. Aby temu zaradzić i naprawić, trzeba podjąć pracę nad sobą, która powinna zawierać czynnik świadomego „łatania" dziur owego „sita". Uważam, że takie działa¬nie należy prowadzić pod okiem niezwykle profesjonalnych i kompetentnych osób, gdzie i osoba i samo działanie są zakorzenione w Bogu i Jemu powierzone. Sama dobra wola i społeczne działanie aktywnych parafian w tak trudnych problemach zupełnie nie przynoszą rozwiązań, kiedy brak jest odpowiednich kwalifikacji.

     

    Potrzebna jest analiza wydarzeń i faktów, które wywołują reakcje nieproporcjonalne, wskazujące „dziury" we właściwej perspektywie widzenia siebie. To wszystko trzeba świadomie leczyć za pomocą Bożej łaski, walki duchowej, czyli uczciwej pracy nad sobą. Jeśli sami sobie w porę nie pomożemy, prędzej czy później wydamy się na łaskę i niełaskę psychologów-amatorów albo hiobowych „doradców-przyjaciół".

   

Jednak żeby móc rozpocząć, potrzeba pokochać siebie. Jedno z najważniejszych przykazań mówi, że miarą miłości bliźniego jest miłość siebie samego. Tej ostatniej jednak tak często każą nam się wyrzekać i wręcz wstydzić. Troska, z jaką zabiega się o to, żeby nie tylko zapewnić sobie miłość, ale i szacunek wzajemny musi nie tylko koncentrować się na umiłowanej osobie, ale także rozciągać na samego siebie. Każdy, zgodnie z przykazaniami, musi szanować siebie same¬go, strzec i zabiegać o uznanie dla samego siebie we własnych oczach, musi siebie samego otaczać poważaniem i miłością, według zaleceń Ewangelii (por. Łk 10, 27).

   

    Życiowe doświadczenia braku szacunku, poniżenia, upodlenia i nieustannej krytyki sprawiają, że tak mało jest ludzi, którzy potrafią przede wszystkim kochać siebie. Paradoksalnie to właśnie egoista i samolub mają deficyty miłości własnej. Tak okaleczony człowiek nie tylko sam nie jest zdolny do miłości, ale obdarowany nią nie umie jej przyjąć i ją po prostu marnuje.

   

    Jak pszczoły zalepiają kanwę, przygotowując mieszkanie dla larw, tak otrzymując miłość trzeba systematycznie pozalepiać „wydziobane" przez innych dziury. Dopiero wtedy będziemy gotowi do przyjęcia miłości, a z tak naprawionej „dzieży" będziemy zdolni rozdawać innym.

     

    Kto nie ma miłości do samego siebie, jedynie może udawać miłość wzajemną i wyrządza wiele krzywdy innym. Zaniedbana i zapomniana miłość do samego siebie jest więc podstawą całej naszej egzystencji. Ludzie z „sitem", zamiast tworzyć fundament ewangelicznej miłości, potrafią toksycznie i niszczycielsko - nawet często nieświadomie - apostołować złemu, przyczyniając się do szerzenia zła.

   

     Nasza miłość może być dla innego człowieka tarczą przed wszelkimi pokusami, ale najpierw musimy budować lub odbudowywać Boże widzenie nas samych: widzieć siebie oczy¬ma Boga-Ojca a nie oczyma demonów. Dopóki to nie nastą¬pi, ciemne noce będą powracać... Mamy pod dostatkiem „budulca": Ojciec niebieski zasypuje nas widocznymi oznakami swojej miłości. Nie marnujmy tej okazji i budujmy w świetle Jego mądrości świątynię dla Jezusa, który w nas mieszka.

     

   Fiodor Dostojewski mawiał, że życie jest niebem. Niestety, ludzie o tym nie wiedzą lub nie chcą wiedzieć. Sowicie są obdarowani, dzieją się w ich życiu cuda, a oni tego nie za¬uważają albo nie odnoszą tego do Dawcy wszelkiego dobra. Nie zauważają źródła swego dobra, uzdrowień i wielu innych łask, jakie na co dzień otrzymują. Zwracają uwagę na to, co negatywne i stale są niezadowoleni z tego, że czegoś jeszcze nie mają.

   

    Dziesięciu było trędowatych, których Jezus uzdrowił (por. Łk 17, 11-19), ale tylko jeden podziękował Panu, uznał źródło pochodzenia swego zdrowia (i samego życia). Trzeba nauczyć się patrzeć na swoje życie oczyma pełnymi wdzięczności. Zauważy się wtedy o wiele więcej dobra w sobie i w innych. Następnie należałoby nauczyć się patrzeć na siebie oczyma miłującego nas Boga. On miłuje nas mądrze. Czasami jest tak, jak mówi Pismo Święte: „Nasi ojcowie we¬dług ciała karcili nas według swej woli na czas znikomych dni. Bóg Ojciec zaś czyni to dla naszego dobra, aby nas uczynić uczestnikami swojej świętości" (por. Hbr 12, 10).

   

     Mam nadzieję, że powyższa refleksja pozwoli dojrzeć pozytywne strony naszej egzystencji. Pozwoli uświadomić sobie, że my sami jesteśmy często przyczyną powodzenia sekt, prosperowania wróżek oraz pojawiania się wielu nieszczęść, które praktycznie sami na siebie ściągamy. Człowiek zdrowy duchowo, używający rozumu i trzymający się blisko Boga będzie poszerzał Królestwo Boże wokół siebie i demony nie będą miały do niego dostępu. Bóg natomiast nie pozostawi go samego, jeśli czynić będzie to, co się Jemu podoba (por. J 8, 29).

 

Otwarcie na świat duchów

   

    Nastały czasy, jakich nie znało nawet średniowiecze. Od zacisza domowego prostych ludzi po środowisko akademickie i wykwintne salony modne są seanse spirytystyczne, szukanie porad wróżki, różdżkarza, bioterapeuty czy jasnowidza. Traktowane mniej lub bardziej poważnie okazują się dziwnie skuteczne, co jeszcze bardziej nakręca zainteresowanie światem rządzonym nieznanymi mocami.

   

    Z jednej strony spotykamy kpiny z chrześcijańskiej wiary o istnieniu upadłych aniołów (potwierdzaną duchowym doświadczeniem w innych religiach), z drugiej strony bezkrytyczne przyjmowanie przekazy ze świata duchów dostarczane przez spirytystów, media i jasnowidzów jako zupełnie wiarygodne. Smutnym paradoksem jest fakt, że chrześcijanie zaprzestali modlić się o opiekę aniołów stróżów czy świętych, z przekonaniem obwieszając się talizmanami mającymi przynieść szczęście, a swe domy zabezpieczają wisiorkami z chińskim zaklęciem.

 

     Słowem: wrota domu, umysłu i serca otwarto na nieznane moce, ufając im bezgranicznie. Dlaczego im nie ufać, skoro diabeł jest ukazywany w mediach jako ten, który może zrobić również coś dobrego, dzieci zaprzyjaźniono z diabełkami, duszkami i wampirkami? W miejsce racjonalnej obawy przed obiektywnym działaniem złego ducha wprowadzono emocjonalny strach przed duchami z filmów typu horror. Te ostatnie z kolei ułaskawia się zaklęciami, jakich pełno w książkach o magii zalegających półki nawet katolickich księgarń.

   

      Co za ironia, że wierzący w Chrystusa dziś kształtują swoją wiarę w świat duchów na podstawie książek i filmów dla dzieci, gdzie wymieszany jest świat dobra i zła, których już nie można odróżnić. Wolą uznać, że rację ma twórca Egzorcysty, w którym to dziele zły duch jest mocniejszy od kapłana egzorcysty działającego mocą Jezusa. Jednocześnie odrzucają wielowiekową naukę Kościoła wynikającą z Objawienia i doświadczenia duchowego wielu ludzi na temat duchowego świata. Wolimy jednak być trendy i świętować Halloween jako zabawę i pomijać jego obiektywną religijną wymowę (cześć oddawana złym mocom) niż uznać, że wo¬kół nas jest też świat duchów dobrych (Bóg, święci i aniołowie); uznać, że święci mogą nam wyprosić łaski „zdrowia, szczęścia, pomyślności".

   

    Nie musimy przy tym uciekać się do zaklinania ich wróżbami i czarami czy dźwiękiem ozdób zalecanych przez fengshui. Do tego jednak potrzeba wiary. Wystarczy tak maleńka „jak ziarnko gorczycy". „Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu. Przystępujący bo¬wiem do Boga musi uwierzyć, że [Bóg] jest i wynagradza tych, którzy Go szukają" (Hbr 11, 6), że obdarowuje ludzi po stokroć, według pragnień i tęsknoty zapisanych w ich sercach.

   

    Niestety, nawet niektórzy duchowni kwestionują biblijną prawdę, potwierdzoną wieloletnią praktyką duszpasterską Kościoła, o istnieniu demonicznych sił, których rzeczywistość przenika do życia ludzkiego. Bezbronny staje się człowiek, który odwrócił się od Boga, przekroczył Jego zakazy i zwrócił w kierunku „bóstw" (demonów) czy praktyk okultystycznych. W tym kontekście psychiatrzy powszechnie uznają opisy opętanych z Nowego Testamentu za ciężkie przypadki histerii. Wielu teologów daje się zwieść temu poglądowi i uważa opętanie za chorobę psychiczną.

   

    W Nowym Testamencie choroby są uzdrawiane, a opętanych egzorcyzmuje się w imię Jezusa. Wyraźnie rozgraniczone są tam dwa rodzaje zaburzeń (cielesne i duchowe): na chorych fizycznie nakładano ręce i modlono się za nich, a wobec duchów nieczystych stosowano egzorcyzmy. Bóg sprzeciwia się m.in. wróżbiarstwu, uprawianemu zarówno w formie żartobliwej jak i „naukowej". Biblia nazywa „cudzołóstwem" wikłanie się w jakiekolwiek formy magii i spirytyzmu. Kto bowiem przekracza zakaz Boży dotyczący okultyzmu, odwraca się od Boga i oddaje demonom.

   

    Najważniejsze, aby nie wchodzić w jakikolwiek kontakt z duchami lub - jak woli dziś wielu - „duchami przewodnikami" (kontakt z nimi zaleca szczególnie New Age; kanałowanie/channeling). Niestety, współcześnie ignoruje się ostrzeżenia psychologów i duszpasterzy w tej kwestii. Ponadto dla niektórych jest nawet rzeczą oczywistą, że w swych praktykach stają się kanałem przekaźnikowym nie tylko tzw. energii kosmicznych, ale także istot duchowych o charakterze okultystycznym, „zamieszkujących" te energie i wykorzystujących je, aby dostać się do człowieka.

 

    Wielu uważa, że próby kontrolowania energii w człowieku i kosmosie nie mają nic wspólnego z praktykami okultystycznymi lub kontaktem z istotami duchowymi. Trzeba jednak wiedzieć, że nawet pomimo dobrej woli, przystępowania do Komunii Świętej i modlitwy samo skłonienie się lub tylko poddanie praktykom wykorzystującym złe moce, naraża na ich zgubny wpływ. Dotyczy to zarówno leczących jak i leczonych oraz ich najbliższych. Często bywa tak, że terapeuta ma się dobrze, a jego najbliżsi chorują lub nagle umierają.

 

 

 

 

Wstecz Odsłon: 7754   

 

Twoim zdaniem


 
Dodaj komentarz
 




 
000126651
 

MIĘDZYNARODOWA RODZINA ZAKONNA Franciszkanki Misjonarki Maryi
Prowincja Europy Środkowo - Wschodniej
Warszawa, ul. Racławicka 14, 02-601 Warszawa,   tel. 22 8453021,  www.fmm.opoka.org.plsiostry.fmm@gmail.com
Konto bankowe: Bank PKO S.A. 32 1240 1037 1111 0000 0691 6886
Administrator: Mirosław Kuduk

Mirosław Kuduk © 2010

Profesjonalny Hosting