Languages:                   

MIĘDZYNARODOWA RODZINA ZAKONNA

Franciszkanki Misjonarki Maryi

Prowincja Europy Środkowo - Wschodniej

Bosna i Hercegovina Deutschland Ősterreich Magyarország
Polska Россия Slovenija Україна

Post, który wybieram

  Okres Wielkiego Postu przygotowuje nas do przeżywania największych tajemnic wiary: męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. ...

Misjonarki

Zobacz inne
 

Zobacz również

Ankieta


Czy uczestniczyliście w zorganizowanych rekolekcjach?


Nie
Tak


Głosuj     Wyniki     Inne pytania
 

Polecamy


 

         

Warszawa

Msze św. w Kaplicy
Królowej Misji

- w niedzielę: godz. 8.00
- w tygodniu: 6.30

   
Adoracja Najświętszego Sakramentu

- Pon.– Piątek godz. 7.30 – 17.00
- Sobota godz. 7.30 – 15.00
- Niedziela  godz. 11.00 – 17.00




 

Serwis osób niezalogowanych


Setne urodziny Siostry Rozalii Elleryk, fmm

2013-06-18 s. Bożena Bednarczyk FMM

 

 

 

 

    Siostra Rozalia Elleryk urodziła się 11. 03. 1913 roku na terenie Niemiec, który teraz należy do Polski (Pomorze). Miała 2 braci, z których jeden zmarł w młodym wieku oraz 4 siostry. Jej tato był ogrodnikiem zakochanym w swoim zawodzie. Był też jednocześnie wójtem. Osobiście odwiedzał biednych mieszkańców swej miejscowości i zwalniał z podatków tych, którzy nie mogli zapłacić - czego nie pochwalali inspektorzy z Warszawy. Siostra Rozalia pomagała mu pisać podania o zwolnienie. Kiedy pytała go czy mu się podoba jej nowe ubranie, on zawsze odpowiadał zdaniem, które często powtarzał, które dobrze zapisało się w pamięci siostry: „marność nad marnościami i wszystko marność! Tylko kochanie i służenie Panu Bogu ma wartość”. Z wielkim szacunkiem zawsze opowiada o swoim ojcu.  Do tej pory przechowuje jego zdjęcie i zdjęcie mamy w swoim brewiarzu. Siostra Rozalia miała 21 lat kiedy ukończyła Wyższą Szkołę Zawodową w Poznaniu i  wstąpiła do FMM w Łabuniach. Po pierwszych ślubach w 1935 roku wyjechała na misje do Chin. W 1949 musiała Chiny opuścić i udać się do Makao. Przez 4 lata oczekiwała w międzyczasie na wyrobienie nowego paszportu w Australii. Na Tajwan przybyła w 1976 roku. Długie lata spędziła jak zawsze bardzo aktywnie we wspólnocie w Hsinchu, gdzie ją poznałam, gdy przyjechałam na Tajwan. Była już wtedy sparaliżowana i leżąca. Nie może się samodzielnie poruszać, wciąż jednak uczestniczy w Eucharystii i adoruje Pana Jezusa.

    Odmawia brewiarz po francusku, czyta książki i gazety po angielsku i rozmawia po chińsku i po polsku. W tym roku obchodziłyśmy setną rocznicę jej urodzin, dziękując Bogu za dar jej życia podczas Eucharystii, na którą przybyło także wiele jej byłych uczennic z Makao i Hong Kongu. Pan Bóg na ten dzień obdarzył nas swoim Słowem z Księgi Izajasza: Rozweselę się z Jerozolimy.... nie będzie w niej już starca, który, by nie dopełnił swych lat; bo najmłodszy umrze jako stuletni, a nie osiągnąć stu lat będzie znakiem klątwy”. Cieszymy się wszyscy darem Pana, który błogosławi naszej siostrze długimi latami życia całkowicie oddanego Jemu, życia które jest dla nas świadectwem Jego miłującej Opatrzności.

Siostra Rozalia sama pragnie się podzielić historią swego życia....

               

s. Iwona Jarosz  fmm

Taipei, Taiwan

                       

My misjonarki jesteśmy tylko narzędziem w ręku Boskiej Opatrzności...

             

    Takim narzędziem byłam ja przez 70 lat mojej misji w Chinach. Teraz jestem 100-letnia i sparaliżowana od 2 lat, mam tylko jedna rękę sprawną.

Chcę wam napisać o jednym zdarzeniu.

    Było to, gdy komuniści zajęli całe Chiny, ludzie uciekali z Chin zostawiając wszystko. Makao, jako kolonia portugalska, było miejscem schronienia dla wielu. Tam mieliśmy szkołę Santa Rosa, otworzona już za czasów Matki Założycielki. Tam też był nasz nowicjat chiński. Siostry wydalone z Chin, które nie wracały do swoich krajów,  też tam znalazły schronienie, również i ja.

           

    Zostałam wydalona po miesiącu pobytu w więzieniu. Każdy uciekał jak mógł: z rodziną, krewnymi lub znajomymi. Także często zdarzało się, że dzieci były bez rodziców, domem była dla nich ulica, a pożywienie – wyżebrane. Jedna z naszych starszych sióstr codziennie spotykała takie dzieci. Nasza Prowincjalna powiedziała mi więc, by zająć się tymi dziećmi. Zlikwidowałyśmy nasz chlew, gdzie miałyśmy świnie, króliki, kury, aby po gruntownym oczyszczeniu i dezynfekcji urządzić tam sypialnie. Nasz teren był położony poniżej wielkiego Hotelu, z którego okien można było zobaczyć co się u nas działo. Przebywał tam często Mr. Pedre Lobo, najbogatszy człowiek w całym Makao, który obserwował nas z okien Hotelu. Jednego dnia przysłał swego sekretarza, aby powiadomić, że chce ze mną rozmawiać. Gdy poszłam do niego, powiedział, że musimy coś zrobić dla tych dzieci uciekinierów. Chciał zbudować dla nich prawdziwą szkołę i kazał mi postarać się i znaleźć teren na ten cel. Nie było łatwo ponieważ teren w Makao można było tylko wydzierżawić, a nie kupić, ciężko też znaleźć teren wystarczający na budowę szkoły. Chodziłam długo, nie bez rezultatu. Oto jeden z misjonarzy, Ojciec Louis, salezjanin, przyszedł mi powiedzieć, że naczelnik policji ma dość duży teren na budowę szkoły, którą chciał budować dla dzieci policjantów, ale zrezygnował. Ojciec misjonarz kazał mi poprosić go o ten teren. Poszłam więc i okazało się, że rzeczywiście naczelnik nie może wykonać budowy, którą planował. Dostałam więc od niego teren na budowę szkoły dla biednych dzieci. Zaraz poszliśmy do biura, by dopełnić formalności.

             

    Gdy powiedziałam panu Pedre Lobo, że mam już teren, usłyszałam od niego, że zaraz zaczynamy budowę -  on za wszystko płaci. Z Portugalii przyjechał jeden z jego protegowanych, który jest inżynierem, może pokazać, czego się nauczył. On przygotuje plan budowy i zajmie się całą resztą. Praca budowy szła szybkim tempem i po 6 miesiącach stała piękna szkoła, z przodu z figura Matki Boskiej Stella Matutina – darem od naszych dobrodziejów. Trudno opisać radość naszych biednych dzieci, gdy z podwórza dla zwierząt znalazły się w tak pięknym otoczeniu. W uroczystym otwarciu wzięły udział nasze siostry na czele z Prowincjalną, Panią prezydent Makao i pan Pedre Lobo - fundator, bardzo uszczęśliwiony tak szybkim zrealizowaniem swego życzenia. Przed głównym wejściem była umieszczona marmurowa tablica z jego imieniem.

                 

    Możecie zapytać: tak, była szkoła, a codzienne życie? Tyle młodych ludzi do codziennego wykarmienia? Oto w Makao było biuro Catholic Center, które zajmowało się rozdawaniem chleba dla głodnych. Amerykańska organizacja w kilku miejscach. My też otrzymaliśmy chleb i ryż dla wszystkich naszych uczennic mieszkających u nas. Szkoła szybko zapełniła się dziećmi z biednych rodzin, szczególnie uciekinierów z Chin, gdyż naprzeciw naszej szkoły był teren zamieszkały przez uciekinierów.

    Pewnego razu przyszedł do nas słynny Amerykański dziennikarz, pan Alsop, przyjaciel ówczesnego prezydenta USA, Kenedy’ego. Przyjechał on z Ameryki, by zebrać najnowsze wiadomości o sytuacji komunistów i zatrzymał się naprzeciw naszej szkoły. Pan Alsop po powrocie do Stanów napisał do swej gazety długi artykuł o naszej szkole. Od tego czasu zaczęły przychodzić listy z walutą amerykańską (w jednym z nich było wycięte z gazety zdjęcie papieża, jeszcze gdzieś jest u mnie to zdjęcie). I tu Boska Opatrzność pomogła nawet w tym, by odpisać na tyle listów. Do naszej wspólnoty została przysłana siostra agregowana. Nie bardzo byłam z początku zadowolona, gdyż była to starsza osoba, a potrzeba nam było młodych sióstr nauczycielek. Znała ona jednak język angielski. Ona to godzinami odpisywała na te listy.

               

    Szkoła i internat z czasem stawały się coraz bardziej ciasne. Trzeba było podwoić klasy na A i B, bo nie można było mieć więcej jak 40 uczennic w jednej klasie... Co robić? Budować 3-cie piętro! I oto zjawił się jeden pan, który chciał pomoc. Zapytał ile potrzeba, podałam mu sumę w dolarach USA, a on zrozumiał, że to w dolarach portugalskich, a zatem połowa. W tym czasie gościła u nas znajoma dobrodziejka z Rzymu. Zapytała mnie, co zamierzam zrobić, bo ten dobrodziej czeka na budowę 3-ego piętra. Powiedziałam jej, że Pan Bóg dał połowę pieniędzy, wierzę, że da i drugą połowę. A ona odpowiedziała, że tę drugą połowę da ona. Kazała mi zaraz zacząć budować, a ona przyśle pieniądze za jakiś czas. Tak zrozumiałam, że jestem narzędziem w ręku Boskiej Opatrzności.

             

    W tej szkole pracowałam przez 9 lat, pierwsze 3 lata jako zastępczyni przełożonej i 6 lat jako przełożona. Potem musiałam opuścić moje uczennice i siostry, by zacząć na nowo w innym miejscu. Ale wszędzie czułam i byłam pewna, że zostanę narzędziem w rękach Boskiej Opatrzności.

To tylko jeden szczegół z mego życia w Chinach. Trzeba by napisać książkę...

             

s. Rozalia Elleryk,

Taipei, Taiwan

 

 

 

 

Wstecz Odsłon: 7936   

 

Twoim zdaniem


 
Dodaj komentarz
 




 
000126909
 

MIĘDZYNARODOWA RODZINA ZAKONNA Franciszkanki Misjonarki Maryi
Prowincja Europy Środkowo - Wschodniej
Warszawa, ul. Racławicka 14, 02-601 Warszawa,   tel. 22 8453021,  www.fmm.opoka.org.plsiostry.fmm@gmail.com
Konto bankowe: Bank PKO S.A. 32 1240 1037 1111 0000 0691 6886
Administrator: Mirosław Kuduk

Mirosław Kuduk © 2010

Profesjonalny Hosting