Languages:                   

MIĘDZYNARODOWA RODZINA ZAKONNA

Franciszkanki Misjonarki Maryi

Prowincja Europy Środkowo - Wschodniej

Bosna i Hercegovina Deutschland Ősterreich Magyarország
Polska Россия Slovenija Україна

Pokój i Dobro

Dziękuję Panu za łaskę odwiedzenia naszego kraju i możności spotkania się z siostrami z domu prowincjalnego. W tym okresie przygotowania do prz ...

Listy i świadectwa

Zobacz inne
 

Zobacz również

Ankieta


Czy uczestniczyliście w zorganizowanych rekolekcjach?


Nie
Tak


Głosuj     Wyniki     Inne pytania
 

Polecamy


 

         

Warszawa

Msze św. w Kaplicy
Królowej Misji

- w niedzielę: godz. 8.00
- w tygodniu: 6.30

   
Adoracja Najświętszego Sakramentu

- Pon.– Piątek godz. 7.30 – 17.00
- Sobota godz. 7.30 – 15.00
- Niedziela  godz. 11.00 – 17.00




 

Serwis osób niezalogowanych


Misja w Libii

2013-07-22 s. Barbara Haraś FMM

 

         

 

    Przebywałam w Libii przez 12 lat. Razem z moją wspólnotą Franciszkanek Misjonarek Maryi mieszkałam wśród Libijczyków Arabów i Berberów (ludność zamieszkująca teren przed przybyciem Arabów), obcokrajowców z różnych zakątków globu. Jednym z pierwszych pytań jakie są nam stawiane przy spotkaniu z Libijczykami jest: z jakiego kraju pochodzisz? Mają oni pracowników z Filipin, Indii, Bangladeszu, Egiptu, Maroka, Ukrainy… Przybywają do pracy legalnie na mocy kontraktów międzypaństwowych lub nielegalnie przez pustynię Saharę albo do pracy na czarnym rynku albo aby ryzykować przeprawę poprzez morze Śródziemne do Europy w prymitywnych i przepełnionych łodziach - ilu już Afrykańczyków pochłonęło morze podczas tych ucieczek…

 

   Kiedy krajem rządził Kaddafi, ludność cieszyła się względnym bezpieczeństwem. Chrześcijanie nie mieli trudności w praktykowaniu swojej religii natomiast Libijczycy byli zatrzymywani jeśli chcieli wejść czy zwiedzić kościół. Wiosna arabska zaczęła się w Libii 17 lutego 2011roku, w rocznicę mordu wielu ludzi uznanych za przeciwników Kaddafiego. W tym czasie pracowałam w szpitalu w Yefrenie, 120 km od stolicy Trypolisu, w górach Nefusa. W większości była to ludność berberska. Sercem byłam razem z nimi, gdyż podczas 40 lat rządów Kaddafiego zakazana była manifestacja jakiejkolwiek odrębności ich kultury (nadawanie imion berberskich, używanie języka czy posiadanie flagi). Nieposłusznym groziło zniknięcie na zawsze. Uważałam, że walczą o swoją wolność. Wtedy dzieliłyśmy los naszych sąsiadów od początku wydarzeń.

   

    Razem z moją wspólnotą widziałam pierwsze manifestacje, walki, na nocleg razem z innymi przemieszczałyśmy się w bezpieczniejsze damusy (dawne podziemne mieszkania), dostawałyśmy chleb od sąsiadów, kiedy piekarnie przestały pracować. Przeżyłam wtedy wspaniałe dni solidarności sąsiedzkiej. W następstwie toczących się walk teren został odizolowany od reszty kraju, ludność całkowicie opuściła okolicę. Lekarze i pielęgniarki ukraińskie i bangladeskie schroniły się w szpitalu. Miejsca było niewiele i nasza wspólnota opuściła placówkę kierując się w kierunku stolicy. Ale aby wyjechać, nie było to takie łatwe. W końcu odtransportowali nas żołnierze sił rządowych. Prowokowali nas do poparcia sloganów na cześć Kaddafiego, w innej sytuacji do eksponowania jego zielonej flagi. Wybrałam postawę neutralną, ale od tamtych doświadczeń nie potępiam tych, którzy nie potrafią się sprzeciwić narzuconej sytuacji.

     

    Z Trypolisu opuściłam Libię na 3 miesiące. Wyczerpujące było dla mnie życie w niepewności jutra czy nadchodzących wydarzeń. W tym czasie rebelianci wyzwolili Yefren i okolice. Z pomocą znajomych nasza wspólnota mogła powrócić na swoją dawną placówkę 16 sierpnia 2011roku.

       

    Zastałam szpital pełen rannych,  z brakiem rąk do pomocy, natomiast dobrze wyposażony w lekarstwa i licznych lekarzy. Podstawowe środki do życia były rozdawane z zagranicznych darów w wystarczającej ilości pomiędzy wszystkie rodziny. Ogromny był zapał i radość tych, którzy powracali do swoich domów. Ludność berberska z zapałem zaczęła uczyć się swojego alfabetu, wywieszano ich niebiesko-zielono-żółte flagi (symbol morza, ziemi i pustyni), organizowano festiwale czy święta berberskie.

 

   Wszyscy myśleli że teraz szybko staną się krajem demokratycznym – wolne wybory, nowy rząd, napisanie konstytucji (Libia nie posiada swojej konstytucji), stworzenie prawa…z czasem widzę jak gaśnie zapał. Czyż Polacy nie byli w podobnej sytuacji po zakończeniu II wojny światowej?

       

    Spotykałam ludzi szukających zemsty za zmarłych z ich rodzin. Dawne żale i sprzeczki powracały i były rozstrzygane siłą zabójstw. Ucieczka całych plemion lub rodzin związanych z dawnym reżimem. Dwie miejscowości wokół Yefrenu, Meszuszija i Głalisz przez ponad rok były niszczone, każdego dnia płonął inny dom, aby przypadkiem jego mieszkańcy nie powrócili - za karę, że ich plemię współpracowało z Kaddafim. Bandyci korzystali również z sytuacji, aby się wzbogacić kosztem innych. Najczęściej atakowali obcokrajowców- Filipińczyków, Egipcjan. Afrykańczycy o czarnej skórze boją się wyjść na ulicę.

   

    Wpływy ugrupowań islamskich z każdym dniem są coraz większe. Najpierw zaatakowano kościół koptyjski to jest egipskich chrześcijan. Łatwo jest oskarżyć kogoś o prozelityzm i uwięzić. Kościół katolicki z Bengazi też poniósł niemało strat. Nikt jednak nie został zabity. Przed obchodami drugiej rocznicy rewolucji opuściły kraj z powodu pogróżek wspólnoty sióstr z Derny, Tobruku, Bejdy i jedna wspólnota z Bengazi. Także polskim księżom nie oszczędzono przykrości; ksiądz Tadeusz, Salezjanin, został związany i obrabowany a księdzu Wirgiliuszowi z Tobruku podpalono dom.

     

    Nasze zgromadzenie Franciszkanek Misjonarek Maryi posiadało 2 wspólnoty; jedną w Yefrenie i drugą w Trypolisie. Z powodu braku sióstr od zeszłego roku zaczęłyśmy się przygotowywać do zamknięcia obydwu wspólnot i całkowitego wyjazdu z Libii. W tym to czasie, w kwietniu, dodatkowym ciosem dla kościoła w Trypolisie był wypadek samochodowy Małych Sióstr od Jezusa. Dwie siostry zginęły na miejscu wraz z ich przyjaciółką libijską a dwie pozostałe musiały wyjechać z powodu odniesionych obrażeń. Ich wieloletnia obecność wśród tego ludu gwałtownie została przerwana.

   

    Razem z ludnością libijską miałam nadzieję na lepsze jutro. Na przykładzie tego ludu widzę jak zawodna jest nadzieja, kiedy wokół ciągle jest pełno przemocy. Czyż moja nadzieja nie powinna mieć głównego oparcia w Bogu? A przebaczenie i miłość nieprzyjaciół, których uczył nas Jezus nie powinna mnie zaprowadzić do większej wolności? Czy Islam poradzi sobie, aby wyjść z tego łańcucha zemsty?

   

    Aktualnie kościół katolicki w Libii posiada 2 wikariaty: w Trypolisie z biskupem Giovanni Martinelli i w Bengazi z biskupem Sylwestro Magro na czele. Służy głównie chrześcijanom, którzy przyjechali do pracy w tym kraju. Są to grupy różnojęzyczne więc Msza św. najczęściej jest odprawiana w języku angielskim, w soboty w języku francuskim a w niedzielę obok języka angielskiego można usłyszeć włoski.

   

    Najwięcej wiernych może przyjść jedynie w piątek na mszę św. niedzielną gdyż inne dni są dniami roboczymi. Kościół jest wtedy pełny: Filipińczycy, Indijczycy, Afrykańczycy z różnych krajów. Wydarzenia wiosny arabskiej spowodowały, że zniknęły msze św. w języku koreańskim, polskim, indyjskim, i częściowo arabskim. Jest wiele osób, które mają trudności w dotarciu do kościoła, gdyż firmy ich zatrudniające nie mogą lub nie chcą zabezpieczyć bezpieczeństwa w drodze. Inni, którzy nie mają karty pobytu boją się, że w drodze mogą być wylegitymowani i wzięci do więzienia. Nasze Polki, które mają za mężów Libijczyków również nie mają pozwolenia na pobyt w liczniejszym zgromadzeniu, ze strachu, że w każdej chwili do kościoła może wejść ktoś uzbrojony i zacząć strzelać. Te obawy wydają się słuszne po tym, jak raz strzelano przed kościołem do księdza, uszedł żywy dlatego że zdążył upaść na ziemię. Są i tacy wierni, którzy pokładając całkowitą ufność w Bogu cenią sobie wspólną modlitwę i nic ich nie odstrasza.

     

    W Trypolisie do posługi jest: 2 księży z Filipin, jeden z Egiptu, z Malty, z Francji i biskup który jest Włochem. Celebrują msze św. w kościele, w domach sióstr zakonnych czy w miejscach zamieszkania jeśli jakaś grupa chrześcijan zorganizuje się i poprosi księdza.

    Kilkaset km w głąb Sahary, w Sebha pracował dawniej ksiądz Vani. Podłożył solidne fundamenty w kształtowaniu wspólnot i zbudował kilka kaplic w okolicznych miastach. Dziś nie ma tam żadnego księdza ale chrześcijanie gromadzą się na modlitwie, mają swoich odpowiedzialnych, katechetów,  tych którzy głoszą słowo Boże, orkiestrę czy chór. Co pewien czas – może to być raz lub 2 razy  miesiącu lub jeszcze rzadziej – przyjeżdża ksiądz aby odprawić mszę św. i udzielić sakramentów. Aby dotrzeć do nich nie może w tym czasie pokonywać dystansu samochodem czy autobusem po tym jak spotkał nieprzyjemności podczas podróży z powodu swojej wiary. Pozostała mu droga powietrzna. Podziwiałam żywą wiarę tych Afrykańczyków którzy w tym islamskim otoczeniu okazują takie przywiązanie do Chrystusa.

           

   Jeśli chodzi o siostry zakonne, w Trypolisie pozostały 2 wspólnoty sióstr Misjonarek Miłości i jedna wspólnota Szarytek w sumie 12 sióstr. Pracują w domach dla dzieci upośledzonych, w szpitalu, w szkole i przy kościelnym Caritasie. W wikariacie w Bengazi pozostało jedynie 3 księży i również 3 wspólnoty sióstr zakonnych, w tym jedna niedawno przybyła z Indii. Proszę o modlitwę za nie szczególnie, aby potrafiły świadczyć o miłości Chrystusowej w nowym dla nich otoczeniu i tak trudnym z powodu wydarzeń ostatnich lat.

 

s. Barbara Haraś FMM

Sytuacja Kościoła w Libii

 

 

 

 

Wstecz Odsłon: 4339   

 

Twoim zdaniem


 
Dodaj komentarz
 




 
000125179
 

MIĘDZYNARODOWA RODZINA ZAKONNA Franciszkanki Misjonarki Maryi
Prowincja Europy Środkowo - Wschodniej
Warszawa, ul. Racławicka 14, 02-601 Warszawa,   tel. 22 8453021,  www.fmm.opoka.org.plsiostry.fmm@gmail.com
Konto bankowe: Bank PKO S.A. 32 1240 1037 1111 0000 0691 6886
Administrator: Mirosław Kuduk

Mirosław Kuduk © 2010

Profesjonalny Hosting