Languages:                   

MIĘDZYNARODOWA RODZINA ZAKONNA

Franciszkanki Misjonarki Maryi

Prowincja Europy Środkowo - Wschodniej

Bosna i Hercegovina Deutschland Ősterreich Magyarország
Polska Россия Slovenija Україна

Kampania przeciwko handlowi ludźmi - film

Minęło już trochę czasu od Kampanii, ale... oby trwała nasza pamięć serca i nie gasł  zapał, by BYĆ z wszystkimi ofiarami handlu ludźmi. S ...

Misjonarki

Zobacz inne
 

Zobacz również

Ankieta


Czy uczestniczyliście w zorganizowanych rekolekcjach?


Nie
Tak


Głosuj     Wyniki     Inne pytania
 

Polecamy


 

         

Warszawa

Msze św. w Kaplicy
Królowej Misji

- w niedzielę: godz. 8.00
- w tygodniu: 6.30

   
Adoracja Najświętszego Sakramentu

- Pon.– Piątek godz. 7.30 – 17.00
- Sobota godz. 7.30 – 15.00
- Niedziela  godz. 11.00 – 17.00




 

Serwis osób niezalogowanych


Zofia i Wanda Szeptyckie

2013-06-13 s. Anna Siudak FMM

 

         

 

      Zofia Maria Bronisława Szeptycka urodziła się 21 marca 1904 r. we Lwowie. Jej rodzice posiadali swoje dobra w Przyłbicach niedaleko Lwowa. Leon Józef Maria Szeptycki (1877-1939) ojciec Zofii posiadał sześciu braci. Wśród nich był Roman późniejszy Andrzej Szeptycki, arcybiskup i metropolita lwowski obrządku grekokatolickiego, Kazimierz Maria późniejszy Klemens Szeptycki, studyta, beatyfikowany w 2001 r. we Lwowie  przez Jana Pawła II, Stanisław Szeptycki, generał wojska polskiego oraz Aleksander Szeptycki ziemianin w Łabuniach i Łaszczowie. (Stefan i Jerzy zmarli młodym wieku) Matka Zofii, Jadwiga Szembek  (ur. 16 marca 1883 w Siemianicach - zm. 27 września 1939) amatorsko zajmowała się archeologią i etnografią.

 

     Zofia była najstarszą z  ośmiorga dzieci państwa Leona i Jadwigi Szeptyckich. Miała dwóch braci Jana Leona Piotra i Andrzeja Stanisława, który był w seminarium i jako kleryk zginął w Katyniu oraz pięć sióstr. Jedna z nich o sześć lat od niej młodsza Wanda została Franciszkanką Misjonarką Maryi i wyjechała na misje do Syrii. Zofię rodzice wychowywali bardzo starannie, by dawał dobry przykład młodszemu rodzeństwu. Ona też uczyła młodsze rodzeństwo. Była bardzo wymagajaca i wszyscy czuli przed nią respekt.  

   

      Rodzice zadbali o bardzo solidną edukację Zofii. Najpierw uczyła się w elitarnym gimnazjum u sióstr Sacré Cœur we Lwowie a następnie ukończyła romanistykę na Uniwersytecie Lwowskim.  Kontynuowała studia na Sorbonie w Paryżu i ukończyła je z dyplomem magistra filozofii. W Paryżu mieszkał brat jej matki, Aleksander Szembek, Radca polskiej ambasady, wraz z żoną Jadwigą z Sapiechów. Opiekowali się więc Zofią i wprowadzili w wielki świat. W lutym 1928 r. jej wuj zmarł nagle na serce w Paryżu. Podczas pobytu we Francji Zofia nawiązała wiele trwałych przyjaźni miedzy innymi z późniejszą psycholog, Suzanne Chalufour, z którą miała kontakt do śmierci. Zofia najpierw chciała wstąpić do Sióstr Sacré Cœur we Lwowie. Przebywała tam jakiś czas jako nauczycielka języka francuskiego. Wyjechała potem do stryjostwa Szeptyckich do Łabuń i tam wstąpiła do Zgromadzeniu Franciszkanek Misjonarek Maryi.    

   

     Dnia 8 września 1930 r. wstąpiła do postulatu sióstr Franciszkanek Misjonarek Maryi w Łabuniach koło Zamościa. Była osobą bardzo dojrzałą, łagodną, miłą i posłuszną, dlatego zaraz po wstąpieniu powierzono jej opiekę nad wszystkimi postulantkami. W tej posłudze wykazywała się wyjątkową miłością do swoich współsióstr, którą zachowywała do końca swoich dni. Każdego wieczoru czyściła i suszyła buty wszystkich postulantek, by rano mogły w czystych i suchych zaczynać pracę.

 

     Dnia 19 marca 1931 r. wstąpiła do Nowicjatu w Łabuniach i otrzymała imię zakonne  Matka Maria Jozafata od Najświętszego Serca Jezusa. Na uroczystość obłóczyn przyjechali jej stryjowie: Andrzej Szeptycki, arcybiskup i metropolita lwowski obrządku grekokatolickiego oraz Kazimierz Maria późniejszy Klemens Szeptycki, studyta, Dnia 2 maja 1931 r. wyjechała do Francji, by odbyć międzynarodowy Nowicjat w Châtelets niedaleko Saint Brieuc w Bretanii, w którym przebywała do 20 marca 1933 r. Tam 19 marca  złożyła swoje pierwsze śluby zakonne. Podczas Nowicjatu zajmowała się haftowaniem i była nauczycielką francuskiego.

   

     Stamtąd została posłana do Rzymu do Domu Generalnego, gdzie posługiwała pielgrzymom od 23 marca do 26 kwietnia 1933 r. Po czym powróciła do Warszawy i od 28 kwietnia do 31 maja 1933 r. pracowała w domu zakonnym jako sekretarka. 31 maja 1933 r. posłano ją do Łabuń do pomocy do domu Nowicjatu. Przebywała tam do 26 lutego 1935 r. Następnie znowu powróciła do Warszawy, gdzie została dyrektorką domu. 19 marca 1936 r. złożyła w Warszawie śluby wieczyste. Dwa lata później  w 1938 r. została przełożoną warszawskiego domu i pozostała nią do śmierci. W tym czasie napisała biografię Matki Marii od św. Jana (Marii Ewy Drzewieckiej 1846-1933), która ukazała się w 1938 r. wydana w Drukarni Rady Powiatowej w Zamościu. W Zgromadzeniu zdobyła jeszcze dodatkowe kwalifikacje wychowawczyni przedszkola.

 

      W warszawskim domu przeżyła czas drugiej wojny światowej a potem Powstanie Warszawskie. W archiwum FMM w Warszawie znajduje się dziennik (jak również na tej stronie internetowej w linku "Historia Prowincji"), w którym Matka Maria Jozafata opisywała każdy dzień powstania i pomoc, jaką siostry niosły Warszawiakom w tych trudnych dniach. Bardzo bolesnym dla niej wydarzeniem była śmierć rodziców zastrzelonych przez żołnierzy rosyjskich 27 września 1939 r.

 

     W czasie drugiej wojny światowej prowincja austryjacko-węgierska sióstr Franciszkanek Misjonarek Maryi, do której należały domy w Polsce, była odcięta od Centrum Zgromadzenia w Rzymie. Matka Melania Róża Jabłońska, przełożona prowincjalna tejże prowincji przyjechała do Polski w sierpniu 1939 r. z tytułem wizytatorki generalnej  na wizytację prowincji i w Łabuniach zastała ją wojna. W 1941 r. wyjechała do Warszawy i przeżyła w niej czas okupacji, Powstanie Warszawskie a potem wysiedlenie sióstr.

 

     Przed śmiercią, która nastąpiła w Warszawie w 1946 r. ster zarządzania niemiecką częścią prowincji powierzyła Matce Rabanie von Kreus (Magdalenie Erben) a polską Matce Marii Jozafacie. Obie otrzymały tytuł wikarii prowincjalnej. Do 1957 r. Matka Maria Jozafata całkowicie zastępowała przełożoną prowincjalną w Polsce. Było to niełatwe zadanie w trudnym powojennym czasie. Musiała zapewnić byt i rozwój domów oraz dzieł, jak również odbudować zniszczony klasztor warszawski.

 

     Matka M. Jozafata zawsze utrzymywała bardzo bliskie i częste kontakty ze swoimi najliszymi, z rodziną. Gdy po wysiedleniu z Warszawy przebywała w Wolbromiu odwiedziła ją najmłodsza siostra Elżbieta Celestyna (ur. w 1923 r.) Oto jak opisuje to spotkanie:

 

      Okres okupacji spędziłam na Podkarpaciu, w Korczynie koło Krosna u generałostwa Stanisławów Szeptyckich, brata mojego ojca. Nikt z rodzeństwa nie widział Jozafaty od 1939 r., dlatego bardzo się chciałam z nią zobaczyć. Ponieważ jechałam z Korczyny do Krakowa okazją, ciężarówką z zakładów naftowych w Krośnie, by załatwić jakąś sprawę mojego stryja, zdecydowałam, że w ciągu jednodniowej przerwy pojadę do Wolbromia. Na dworcu w Krakowie podróżni tak pchali się do bydlęcych wagonów, że aż milicja zaczęła strzelać. Obliczyliśmy, że w wagonie było nas około 200 osób, a powinno 80. Pociąg był spóźniony i do Wolbromia przybył  po 21.00. Jacyś chłopcy zaprowadzili mnie na probostwo, gdzie mieszkały siostry, ale mimo stukania, nikt nam nie otworzył bramy. Chłopcy pomogli mi przejść przez mur i wylądowałam w rózach ks. Proboszcza. Wreszcie dostukałam się do sióstr i poprosiłam, by nie mówiły M. Jozafacie kto przyjechał. Gdy ona zaczęła: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! A czego pani sobie życzy? - zaczęłam się śmiać i wtedy mnie rozpoznała. Nie widziałyśmy się 7 lat Byłam teraz dorosła. Poprosiła M. Prowincjalną o pozwolenie na rozmowę ze mną wieczorem, bo rano musiałam wracać do Krakowa, by złapać tam moją ciężarówkę.

   

     Jej siostra Elżbieta opisuje jeszcze jedno zdarzenie tak wiele mówiące o dobroci serca jej najstarszej siostry: Parę lat po wojnie odwiedziłam Siostry Urszulanki Unii Rzymskiej, gdyż przbywała tam siostra mojego męża, s. Bogdana. Gdy jedna z sióstr dowiedziała się, że jestem siostrą M. M. Jozafaty, powiedziała mi, że M. Jozafata uratowała jej życie. W czasie opuszczania Warszawy, po upadku Powstania Warszawskiego siostra ta, kompletnie wyczerpana szła pieszo z inną siostrą Urszulanką. Nagle zobaczyła jadące wozem siostry Franciszkanki Misjonarki Maryi stłoczone razem z innymi ludźmi. Siostry Urszulanki zaczęły krzyczeć, by je zabrano, ale usłyszały kategoryczną odmowę. Wtedy M. Jozafata kazała zatrzymać wóz i oznajmiła, że dwie siostry Urszulanki muszą się zmieścić i tak się stało.

 

     Dnia 2 lutego 1953 r. choroba przykuła ją do łóżka i pozostała w nim do śmierci, ale jeszcze kilka lat kierowała Zgromadzeniem w Polsce i warszawską wspólnotą. Swoje cierpienia ofiarowywała za rozwój dzieł i nowych fundacji, szczególnie w Klemensowie. Siostry prowadziły tam Dom Dziecka i czteroklasową szkołę. W czasach stalinowskich chciano zrobić z pałacu szkołę polityczną, by zdobyć dla partii komunistycznej robotników z pobliskich cukrowni i tłuszczowni. Dopiero, gdy jedna z sióstr pojechała do Prezydenta Bieruta,  siostry uzyskały odpowiedni dokument z jego podpisem gwarantujący im i dzieciom pozostanie w Klemensowie.

   

     Matka Maria Jozafata nawet w łóżku nie próżnowała. Przed Wielkanocą malowała pisanki a przed Bożym Narodzeniem robiła małe szopki na sprzedaż, by pomagać finansowo Zgromadzeniu. W łóżku dzięki zainstalowanemu w pokoju głośnikowi słuchała Mszy św. celebrowanej w zakonnej kaplicy. Siostry wspominają, że jak posłyszała kaszel w kaplicy, to rozpoznawała która to siostra kaszle i wzywała ją do siebie interesując się stanem jej zdrowia. Była bardzo wrażliwa na chore siostry. W 1957 r. z powodu złego stanu zdrowia Matki M. Jozafaty mianowano Matkę Immakulatę na urząd wikarii prowincjalnej. W tym roku odbyła się pierwsza powojenna wizytacja przeprowadzona przez przełożoną prowincjalną z Wiednia Matkę Relindę (Martę Egert).

   

     W lutym 1958 r. stan zdrowia Matki M. Jozafaty bardzo się pogorszył także oddano ją do szpitala. Cały czas były przy niej dwie siostry pielęgniarki s. Maria Dawida (Janina Strachowicz) i s. Andrzeja, agregowana (Weronika Cicha). Tak rozpoczęła się dla niej trzymiesięczna agonia, po długiej, bolesnej i ciężkiej chorobie jaką była gruźlica. Cierpienia znosiła z niespotykaną cierpliwością i poddaniem się woli Bożej. Jako ostanie życzenie dla sióstr były słowa: „Starajcie się żyć w miłości siostrzanej i niech Jezus króluje w waszych sercach”. Sama dała przykład siostrzanej miłości troszcząc się o każdą z sióstr i mając z nimi bezpośredni kontakt.

 

     Odeszła do Pana 12 maja 1958 roku w wieku 54 lat. Pochowano ją w dzień jej imienin 15 maja i było to jednocześnie święto Wniebowstąpienia Pańskiego. Jak wspominają siostry kaplica była ubrana białymi kwiatami i przypominała przedsionek nieba. Był piękny i słoneczny majowy dzień. Pogrzeb przypominał  triumfalny pochód, który prowadziło dwóch biskupów, liczni księża, dzieci, siostry, rodzina i wielu znajomych. Pochowano ją na cmentarzu na Służewie. Dzisiaj jej doczesne szczątki znajdują się w grobowcu sióstr Franciszkanek misjonarek Maryi na tymże cmentarzu przy ul. Wałbrzyskiej.

 

     Matka M. Jozafata zorganizowała uroczyste spotkanie rodzinne  w Warszawie na Racławickiej 14 z okazji przyjzadu do Polski jej brata Jana, który przebył więzienia i łagry sowieckie a potem przeszedł szlak bojowy z generałem Andersem, łącznie z bitwą o Monte Casino. To spotkanie odbyło się już po śmierci M. M. Jozafaty.

     Wanda Maria Jadwiga hr. Szeptycka (1910-1999) urodziła się w Przyłbicach (pow. Jaworów, woj. lwowskie), jako czwarta z 8 rodzeństwa. Bardzo przeżyła śmierć swojej starszej o trzy lata siostry Marii. Ta w wieku 15 lat zmarła na czerwonkę. Wanda była z nią brdzo związana i bardzo długo odczuwała ból po stracie. Najpierw podobnie jak Zofia, uczyła się w elitarnym gimnazjum u sióstr Sacré Cœur we Lwowie. Była wybitnie uzdolniona matematycznie oraz w innych przedmiotach ścisłych. Jej nauczycielka matematyki, panna Home (wstąpiła później do sióstr Sacré Cœur) uważała, że Wanda powinna kontynuować rozwój swoich zdolności. Rodzice posłali ją więc do Włoch, gdzie ukończyła kursy nauczycielskie u pani prof. Marii Montesorii.

 

     Do Zgromadzenia Franciszkanek Misjonarek Maryi wstąpiła 19 marca 1932 r. w Łabuniach. Obłóczyny miała 17 września 1932 r. w Łabuniach a nowicjat odbyła w Chatelets. Tam też złożyła śluby czasowe 17 września 1934 r. i wieczyste 17 września 1937 r. W lipcu 1939 r. wyjechała na misje do Syrii. Od września 1939 r. do września 1972 r. pracowała jako nauczycielka matematyki, fizyki i chemii w wyższych klasach gimnazjum FMM w Damaszku.  Przez kilka lat, gdy szkoła była zamknięta dawała lekcje prywatnie.

   

     Drugim miejscem jej zamieszkania było Aleppo. Od 1956 r. także katechizowała. Wyjeżdzała z dwiema lub trzema uczennicami do chrześcijańskich wiosek, gdzie uczestniczyła we Mszy św. i następnie uczyła dzieci katechizmu. Od 1969 r. przygotowywała dzieci do I Komunii św. w parafii w Damaszku. Bardzo dobrze opanaowała język arabski i zdała maturę w tym języku. Towarzyszyła też mieszanym małżeństwom, szczególnie polsko-syryjskim udzielając im szczególnie pomocy duchowej. W Syrii spędziła ponad 60 lat i uważała ją za swoją drugą ojczyznę. Pokochała jej mieskańców zarówno chrześcijan jak i muzułmanów. Była usposobieniem dobroci i skromności. Zmarła w Syrii w 1999 r.

      Świadectwo o siostrze Zofii  i Wandzie Szeptyckich byłoby niepełne bez wspomnień jej najmłodzej siostry Elżbiety z Szeptyckich Weymanowej, która tak wspomina swoją matkę Jadwigę z Szembeków Szeptycką oraz rodzinę, w której wychowywała się Matka Maria Jozafata i Matka Maria Wanda:

 

     Jadwiga z Szembeków Szeptycka urodziła się 16 marca 1883 roku, jako najstarsze z 3 dzieci Piotra Szembeka i Marii z Fredrów Szembekowej. Otrzymała wraz z rodzeństwem bardzo staranne wychowanie. Ojciec: uczestnik powstania styczniowego, do którego przekradł się przez granicę wraz ze swoim bratem Aleksandrem, wnuk Generała z powstania listopadowego, prawnuk Ignacego posła na Sejm Czteroletni. Matka: gorąca patriotka, wychowana przez swego dziadka Aleksandra Fredrę oficera wojsk napoleońskich oraz ojca, uczestnika powstania węgierskiego w 1848 roku.

   

     Prawie od dziecka  Jadwiga, nazywana w domu Inką, prowadziła ze swą siostrą Zofią pracę konspiracyjną.  (Zofia wstąpiła potem do Niepokalanek i przybrała imię zakonne s. Maria Krysta. Przebywała w Jazłowcu, w Jarosławiu i Nowym Sączu). Za zgodą matki zorganizowały tajną polską szkołę, do której uczęszczały dzieci z Siemianic i Rakowa. Uczyły dzieci w małych grupach 2 razy w tygodniu każdą grupę. Uczyły też religii po polsku. Za dobrą naukę dzieci otrzymywały nagrody książkowe. Gdy groziła na wsi rewizja niemiecka, uczennice same, z własnej inicjatywy, zebrały po domach rozprowadzone po wsi polskie książki, gdyż panienki zorganizowały też wypożyczalnię polskich książek. Niezawodnym efektem tej nauki, był fakt, że gdy po kilku latach nauczyciel szkoły siemianickiej hakatysta-niemiec, zadał dzieciom, za karę, napisanie 200 razy jakiegoś niemieckiego zdania, jedna z uczennic, napisała 200 razy: "noch ist Polen nicht verloren!"-Jeszcze Polska nie zginęła!

 

     Gdy były trochę starsze, Inka i Zofia wraz z bratem Aleksandrem, próbowały swą działalność rozszerzyć, wyjeżdżając konno, niby to na spacer, na pobliski Śląsk. Tam rozdawały polskie książki  i polskie książeczki do nabożeństwa. Ściągały  przez to na dom represje i rewizje. Z inicjatywy Inki powstała też wśród okolicznych dzieci ziemian, organizacja "Dzieci Polskie", polegająca na zbieraniu składek pieniężnych i wysyłaniu ich, za pośrednictwem redakcji Dziennika Poznańskiego, w celu wspierania Czytelni Ludowych lub Dzieci wrześnieńskich. Do redakcji wpływały czasem zapytania: co to za "Dzieci Polskie"? Obowiązywała jednak anonimowość.

 

    Po śmierci ojca, Piotra Szembeka, gdy moja Matka ukończyła 13 lat, moja babka specjalnie starannie dobierała nauczycielki i nauczycieli, by dać dzieciom chowanym bez ojca, jak najlepsze wykształcenie. Rozwinęły się w ten sposób, liczne zdolności mojej Matki, które miały zaowocować w jej dalszym życiu. Zdolności literackie, odziedziczone po Fredrach, wyrażały się w bardzo pięknych wierszach: przede wszystkim w poemacie "Rodzinne Kąty", w pięknym wierszu do matki, z podziękowaniem za wychowanie i z refrenem: "za to Ci Matko cześć" i w wierszu do narzeczonego, a potem męża, Leona Szeptyckiego, zaczynającego się: "Pójdziemy razem w życia znój, na radość i wesele, Nie będziesz sam, kochany mój, ja radość Twą podzielę. A kiedy przyjdzie gorycz pić, Rzecz najzupełniej godna, Nie będziesz sam, kochany mój, spełnimy kielich do dna".

 

     Układała teksty i melodie do pieśni kościelnych: "Bądź pozdrowiona niebieska królowo, błyszcząca ponad gwiazd grono" i "O święty Idzi oto Twoje dzieci" o patronie siemianickiego kościoła, śpiewaną w tymże kościele. Pisała też większe utwory prozą: nowelę "Anioł Pański" drukowaną w Przewodniku Katolickim i "Palec Boży" wydaną we Włocławku. W wieku 18 lat napisała powieść dla młodzieży "Kasztelanka" z czasów Bolesława Krzywoustego, wskazującą, jak nie można ufać Niemcom. Książka ta była lekturą szkolną, zalecaną przez Tow. Szkoły Ludowej Galicji. Tłumaczyła też adaptując, dla dzieci polskich powieść angielską "Jaś-Ptaś", która doczekała się 2 wydań.

   

     W późniejszym okresie życia, w latach 1918-1925, opracowała na podstawie źródeł liturgicznych francuskich, niemieckich, polskich i ukraińskich mszalik do nabożeństwa pt. "W kościele i w cerkwi", było to dzieło źródłowe, umożliwiające Polakom uczestniczenie we mszy św. nie tylko obrządku łacińskiego ale również obrządku grecko-katolickiego. Nie było jeszcze wtedy mszałów rzymskich wydanych przez Benedyktynów, a znajomość liturgii, zwłaszcza grecko-katolickiej, była wśród inteligencji znikoma. Książkę tę, na jej prośbę, skonsultował Biskup Bocian i o. Reszetyło Redemptorysta. Podpisała ją skromnie, inicjałami J.S.

 

     Zdolności muzyczne przydawały się Jej w późniejszym życiu. Prócz melodii skomponowanych, do ułożonych przez siebie pieśni, umiała zapisać nuty do pieśni ludowych, zbieranych przez siebie i swą siostrę Zofię, do pisanej Etnografii. Grała na fortepianie i uczyła nas, jako dzieci. Uczyła nas też pieśni, zwłaszcza patriotycznych z czasów niewoli i wskazywała, jak dobierać drugi i trzeci głos. Śpiewaliśmy dużo: rozmaite pieśni w kilku językach, kolędy, pieśni majowe i czerwcowe, śpiewane w czasie nabożeństw w naszej domowej kaplicy. Mama zawsze intonowała.

   

     Zdolności malarskie, które niewątpliwie posiadała, rozwijała pod kierunkiem p. Tomasza Lisiewicza ucznia Matejki. Pamiętam go z czasów dzieciństwa, gdy na zaproszenie mojej matki, przyjeżdżał na lato z rodzinnego Krakowca do Przyłbic. Skromny, cichy, z siwą przystrzyżoną brodą i średnio długimi włosami, przystrzyżonymi z grzywką, jak u Piasta, mówił do Mamy "Paniuńciu" i "Pani Dobrodziejko". Moja matka malowała bardzo delikatne widoki akwarelą, ale brała się też do większych prac, np. ze starszymi córkami wymalowała ściany w kaplicy domowej w kwiaty: ostróżki, margerytki i liście akacji. Ołtarz był rzeźbiony przez moje rodzeństwo, wg wzoru rysowanego przez moją Matkę. Namalowała też z moimi siostrami grób pański do kościoła w Bruchnalu, na płótnie, olejno. Przetrwał on do drugiej wojny. Namalowała stacje Drogi Krzyżowej do tegoż kościoła i 2 obrazy świętych do cerkwi.

 

     Według własnego wzoru haftowała jedwabiem ornat, do naszej kaplicy: postacie 2 aniołów, z rysami twarzy mojej zmarłej siostry Marii i mej zmarłej kuzynki Zofii z pięknymi kwiatami i esami-floresami.Ornat uratowany, wykończyły SS Franciszkanki Misjonarki i używany jest w ich kaplicy. Bardzo drobiazgowo odrysowała moja Matka wzory haftów, strojów, pisanek, skrzyń malowanych do swej etnografii. Etnografią zainteresowała się w wieku lat kilkunastu. Zauważyła na obrazie swego Stryja Stanisława, chłopów z Wielkopolski w dawnych, nie noszonych już strojach. Zaczęła dociekać, szukać, wraz ze swą siostrą Zofią, zaczęły rysować, malować, spisywać melodie i wyrazy gwarowe. Powstały w ten sposób "Przyczynki do etnografii Wielkopolski" wydane w Krakowie w "Materiałach antropologiczno-archeologicznych i etnograficznych" t. VIII rok 1906. Ukończyła tę pracę mając 18 lat. Praca zawierała 70 pieśni z melodiami, 33 rysunki strojów itd.

 

     Te zainteresowania etnografią przetrwały u niej, i już po ślubie kontynuowała prace etnograficzne na zachód od Lwowa, w Przyłbicach i całym powiecie jaworowskim. A był to teren jeszcze słabo przebadany, raj dla etnografa. Jej żmudna, wieloletnia praca, nie została opublikowana. Przed wojną odkładano jej wydanie, żądano poprawek. Miała się podobno ukazać, jak obiecywano w 1939 roku. Autorka nie doczekała jednak wydania swej pracy. Część opracowania, przetrwała wojnę w Krakowie i leży tam do dzisiaj. Wykazano prawdopodobnie mniejsze zainteresowanie tą pracą, dlatego, że dotyczy wsi i ludności wiejskiej nazywanej w czasach mego dzieciństwa "ruską", a potem "ukraińską".

 

     Inną pasją mojej Matki w latach młodzieńczych były przedsięwzięte wraz z siostrą Zofią wykopaliska archeologiczne. Miała wówczas 14 lat. Orząc pole w pobliżu Siemianic, jeden z rolników, znalazł ozdobne skorupki i małe przedmioty z brązu. Dowiedziawszy się o tym, panienki podeszły do sprawy poważnie. Nawiązały kontakt z dr Erzepskim, kustoszem Muzeum Tow. Przyjaciół Nauk w Poznaniu. Odkopały kilka grobów z epoki rzymskiej, a wykopaliska, po odrysowaniu i opisaniu przekazały do tego Muzeum. Wyniki prac zostały opublikowane w 1902 roku w rocznikach Tow. Przyjaciół Nauki w Poznaniu. Moja Matka kontynuowała podobną pracę w Tarnowicy w okolicy Przyłbic, współpracując z prof. Kozłowskim. Spotkawszy się po II-ej wojnie w Poznaniu z prof. Józefem Kostrzewskim, kiedy się przedstawiłam, usłyszałam od niego gorące słowa podziwu, odnoszące się do pionierskiej działalności naukowej mojej Matki.

 

     Nie wiem dokładnie kiedy, przed swoim ślubem, uczestniczyła moja Matka w kursach pielęgniarskich w Krakowie. Stąd jej umiejętności w zajmowaniu się chorymi i pielęgnacją, o czym mieliśmy okazję wszyscy się na własnej skórze przekonać.

   

     Ślub moich rodziców, odbył się w Siemianicach 15.10.1902 w dzień św. Jadwigi. Udzielał go Metropolita Andrzej Szeptycki, brat pana młodego, za dyspenzą Ojca św., z racji na pokrewieństwo młodych. Mój Ojciec, Leon Szeptycki był najmłodszym synem Jana i Zofii z Fredrów Szeptyckich. Metropolita Andrzej, w przemowie w czasie ślubu, zalecił młodym małżonkom, by dążyli do Boga królewską drogą miłości. Na ślubie prócz najbliższej rodziny, byli obecni: Rodzice pana młodego, jego 3 bracia: Metropolita Andrzej, Aleksander z żoną i córkami, Kazimierz /późniejszy Ojciec Klemens/, Ciotki: Komorowska i Badeniowa. Aleksander Szembek /stryj panny młodej/ z córkami, Stanisławowa Szembekowa z synem i córką, 4 córki Józefa Szembeka z Parczewa, Włodzimierz Szembek /późniejszy Salezjanin/, Wacław Niemojowski i licznie reprezentowane, spokrewnione rodziny Starowiejskich i Skrzyńskich oraz liczni znajomi. Biskup Jerzy Szembek w ostatniej chwili odwołał swój przyjazd. Mężczyźni wystąpili przeważnie w polskich strojach.

 

     Ze względu na zamiłowania etnograficzne mojej Matki, orszak poprzedzało 2 konnych drużbów z Siemianic, Nawrot i Trzęsicki, w dawnych siemianickich strojach. Wieczorem panna młoda z wszystkimi pannami, odtańczyły siemianicki taniec "ze świecami", a następnie urządzono autentyczne oczepiny. Pogoda była śliczna. Bawiono się doskonale. Moi dziadostwo założyli szkoły podstawowe, w obu wsiach i ochronki dla dzieci wiejskich, które to ochronki prowadziły w Bruchnalu siostry Służebniczki "polskie", a w Przyłbicach Służebniczki "ruskie", obrządku grecko-katolickiego. Siostry pielęgnowały też chorych, zajmowały się ubogimi i kościołem oraz cerkwią. Na to wszystko łożył oczywiście mój Ojciec.

   

     Moi dziadkowie i rodzice, dokładali wszelkich wysiłków do tego, by panowała zgoda i dobra współpraca, między obu narodami i obu wyznaniami. Na wilgilię i na święcone, byli do nas zapraszani księża obu obrządków i panowie z administracji obu narodowości. Majowe i czerwcowe nabożeństwo, odprawiane przez moją Matkę, w kaplicy domowej dla domowników i okolicznych ludzi rozpoczynało się modlitwą: "Módlmy się o pokój w kraju naszym, o miłość chrześcijańską między ludźmi, o zgodę obydwu obrządków i obydwu narodowości". Stosunki panujące u nas, aż do II-ej wojny były tak dobre, że w Święto Bożego Ciała, do procesji wychodzącej z kościoła rzymsko-katolickiego, dołączała procesja z cerkwi i księża śpiewali na przemian ewangelię przy 4 ołtarzach.

 

    Moja Matka założyła 2 lata przed wojną przy pomocy Sióstr Służebniczek w Bruchnalu Katolickie Stowarzyszenie Kobiet, a w Przyłbicach Tow. św. Wincentego a Paolo i działała sama w obu tych organizacjach. Urządzała też rekolekcje dla Sodalicji Pań u nas w domu.

   

     Dla moich rodziców były to mimo wszystko trudne lata. W czasie I-ej wojny, Moskale spalili stary dworek moich dziadków, zrujnowali doszczętnie tzw. "nowy dom", spalili książki, archiwum, meble i zabudowania gospodarcze, zabrali inwentarz. Rodzice odbudowywali, urządzali, wychowywali nas. Kupili też dom we Lwowie, by umożliwić nam chodzenie do szkoły, a później tzw. "bywanie w świecie" moich starszych sióstr. Było nas ośmioro w tym troje z powołaniem zakonnym i kapłańskim. To było niewątpliwie zasługą mojej Matki, że prócz 2 sióstr, z których jedna Maria zmarła w wieku 15 lat, a druga Krystyna przerwała studia dla zamążpójścia, pozostali, tzn. sześcioro z nas ukończyło wyższe studia. Władaliśmy wszyscy 2 lub 3 językami zachodnimi, prócz łaciny. Ja studiowałam wprawdzie po wojnie, ale od dziecka wiedziałam, że nie poprzestanę na maturze.

   

     Przed ślubem, a po śmierci ojca, bywała moja Matka często, wraz z Babką i rodzeństwem w Przyłbicach, koło Jaworowa, u swoich wujostwa Janów Szeptyckich. Przyjeżdżali tam zwłaszcza chętnie na Święta Bożego Narodzenia. Stąd bliski kontakt i serdeczne uczucia, jakie nawiązały się między moją Matką, a jej ciotką, a późniejszą teściową Zofią z Fredrów Szeptycką. Po ślubie, przejęła od niej moja Matka, całą tradycję domu przyłbickiego, przejęła jej sposób prowadzenia gospodarstwa, urządzania Świąt, upiększania ogrodu, oraz głęboką religijność, w której nas wszystkich wychowała. Mówiło się jeszcze za moich czasów /a byłam najmłodsza, urodzona 20 lat po śmierci babki/ "w pokoju Babci Zosi", "modlitwa Babci Zosi", a na ścianie wisiał kalendarz, z nie przesuniętą datą jej śmierci.

   

     Moja Matka przechowała tradycję rodzinną w najdrobniejszych szczegółach. Dlatego też, do Przyłbic przyjeżdżali tak chętnie, zarówno moja babka Maria Szembekowa, jak i Stryjowie, zarówno Stryj Metropolita i Kazimierz, czyli Ojciec Klemens, jak i Generał Stanisław Szeptycki i Aleksander z Łabuń z rodziną. Moja Matka przenosząc się po ślubie do Przyłbic, mimo że była tak związana uczuciowo z całą rodziną i domem przyłbickim, przenosiła się jednak w zupełnie inną część Polski zamieszkałą przeważnie przez "Rusinów" jak wtedy mówiono i przyjmowała nowe obowiązki, niezależnie od obowiązków pani domu, żony i synowej.

 

     Tak, jak wszystkim, cokolwiek robiła, zajmowała się dogłębnie, z pasją, tak też zajęła się prowadzeniem domu, ogrodu, gospodarstwa, wychowaniem dzieci, ale starała się też włożyć dużo wysiłku w pracę społeczną na wsi. Przyłbice, gdzie stał nasz dom rodzinny, były wsią ruską, ludność była wyznania grecko-katolickiego, we wsi stała stara, drewniana cerkiew. O 2 km od Przyłbic był Bruchnal, osada polska (mazurska) z XVII wieku. Tam stał stary, murowany kościół parafialny, rzymsko-katolicki. Co niedzielę jeździliśmy do kościoła na sumę, ale moja Matka, przyzwyczajona do codziennej mszy św., w każdą pogodę, codziennie chodziła na 7-mą do cerkwi.

   

     Byliśmy chowani trochę po spartańsku: bez rozpieszczania. Rano szorowanie zimną wodą, spanie na sienniku i twardym jaśku, pod kocykiem. W pokoju do nauki twarde ławki. Wstyd było płakać, wstyd przyznać, że coś boli. Ubranie przerabiane po starszych. Jeść trzeba było, co podano do stołu, bez grymasów. Cukierki dostawało się czasem od babki lub ciotek. Pieniądze trzeba było zarobić, przy pracach w ogrodzie. Podróżowaliśmy III-ą klasą: było nas tak dużo! Za to konno jeździliśmy sami po całej okolicy w promieniu 10-15 km. W czasie okupacji i potem błogosławiłam to wychowanie. Było ono świetnym przygotowaniem na ciężkie czasy.

 

     Moja Matka, na polecenie Ministerstwa jako właścicielka Siemianic, musiała wysłać do Muzeum Narodowego w Warszawie, pamiątki po Szembekach i Fredrach.

 

     Ostatnim radosnym wydarzeniem w życiu mojej Matki, był ślub mojej siostry Krystyny z Franciszkiem Potworowskim z Goli pod Gostyniem, z którego matką przyjaźniła się moja Matka w latach panieńskich. Ślub odbył się w Przyłbicach 11 lipca 1939 roku, zjechała się rodzina i przyjaciele. Pan młody i większość młodych mężczyzn, w mundurach oficerów rezerwy. Państwo młodzi wyjechali, nadeszła wojna. Moja siostra Anna wyjechała zmobilizowana, jako pielęgniarka. Mój brat Andrzej nie zmobilizowany, jako kleryk, dołączył do cofających się polskich wojsk. Mnie rodzice wysłali z domu, wraz z odjeżdżającym z Przyłbic do Korczyny Generałem Stanisławem Szeptyckim i jego żoną, gdyż nadchodziły wiadomości, o zbliżającej się armii sowieckiej. Rodzice zostali sami. Zwlekali z wyjazdem, bo i I-sza wojna się przypominała oraz jej zniszczenia, a równocześnie niepokoili się o synową, która z dziećmi została na wschód od Lwowa w Dziewiętnikach.

 

     Zostali rozstrzelani przez żołnierzy Armii Radzieckiej 27.09.1939 r. wraz z uciekinierem jezuitą o. Skibniewskim. Jak opowiadają świadkowie, moja Matka poszła dobrowolnie za prowadzonym na śmierć mężem.

   

Bibliografia

 

Bieda Stanisława FMM, Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Misjonarek Maryi w Polsce w latach 1922 – 1969 (Praca magisterska napisana pod kierunkiem ks, prof. dr hab. Bolesława Kumora na Wydziale Teologii KUL w Lublinie w 1972 r., maszynopis).

 

Archiwum FMM w Warszawie, Akta personalne

 

Siudak Anna FMM, Magnat Ewangeliczny – Aleksander hrabia Szeptycki (1866-1940), w: W Duchu i prawdzie (Wybrane sylwetki Kościoła lubelskiego 1805-2005), red. Ks. Henryk Misztal, wyd. Lublin 2005.

 

Witold Przewoźny, "Jadwiga Szeptycka" [w:] Etnografowie i ludoznawcy polscy. Sylwetki, szkice biograficzne, t. 1, pod red. Ewy Fryś-Pietraszkowej, Anny Kowalskiej-Lewickiej, Anny Spiss, Kraków 2002.

 

Informacje ustne

 

s. Stanisława Bieda FMM, 02-601 Warszawa ul. Racławicka 14

 

s. Aleksandra Samorańska FMM, 02-601 Warszawa ul. Racławicka 14

 

Elżbieta z Szeptyckich Weymanowa (Wspomnienia pisane w Siemianowicach 16-17 XI 1990 r. (siostra Zofii Szeptyckiej), 87-100 Toruń, ul Wiązowa 21A/3


1 | 2 | 3

 

 

Dołączone pliki:

 

 

Wstecz Odsłon: 18487   

 

Twoim zdaniem


 
Dodaj komentarz
 




 
000126133
 

MIĘDZYNARODOWA RODZINA ZAKONNA Franciszkanki Misjonarki Maryi
Prowincja Europy Środkowo - Wschodniej
Warszawa, ul. Racławicka 14, 02-601 Warszawa,   tel. 22 8453021,  www.fmm.opoka.org.plsiostry.fmm@gmail.com
Konto bankowe: Bank PKO S.A. 32 1240 1037 1111 0000 0691 6886
Administrator: Mirosław Kuduk

Mirosław Kuduk © 2010

Profesjonalny Hosting