W serwisie

Aktualności

Archiwum

Czytelnia

Dom Rekolekcyjny

Galeria zdjęć

Księga gości

Logowanie

Napisz do nas

Polecane strony

Rekolekcje

Zgłoszenia na spotkania

Zgromadzenie


 

Warto przeczytać

 

Licealiści chcą Zwyciężać zło DOBREM!
Ponad 60 Licealistów przyjechało do Łabuń,
by "zbroić się" do walki ze złem,
by zaprawić się w dobrem...
Zobacz jak przeżyli czas rekolekcji.
 

Zobacz więcej  

 

SONDA

Czy poszukujesz na tej stronie informacji o Domu Rekolekcyjnym?


Nie
Nie, jestem tu przypadkowo
Nie, szukam informacji o Zgromadzeniu
Tak


Głosuj     Wyniki     Inne pytania


Dane kontaktowe

Dom Rekolekcyjny Sióstr FMM
 

Łabunie, ul. Parkowa 33

22-437 Łabunie

pow. zamojski, woj. lubelskie
 

tel. 084-611-30-52

Email: labuniedomrekolekcyjny@gmail.com

www.fmmlabunie.pl
 

ADMINISTRATOR SERWISU

Mirosław Kuduk

Email: mkuduk@interia.pl

 

 

 
  Szukaj w serwisie    

 

W GÓRĘ SERCA... czyli o spotkaniu z Bogiem na górskim szlaku.

Galeria zdjęć

Data publikacji: 2014-05-10

Opublikował: Sylwia Stelmach

 

 

 

         

Karol Wojtyła mawiał: „Góry są wyzwaniem, prowokują istotę ludzką do wysiłku, do przezwyciężania samego siebie. Są zachętą, by wznosić się coraz wyżej. Ku Stwórcy”. I bywał w nich tak często, jak tylko mógł, także już jako papież.

2 maja, w piękny, chociaż chłodny poranek, młodzież przyjeżdżająca na weekendowe rekolekcje, tym razem zebrała się w Łabuniach, aby wyruszyć,śladem naszego Papieża, na „majówkę”w Bieszczady. Było nas 15 osób: Aneta, Karolina, Beata, Natalia,Aleksandra, Natalka, Ola, Ewelina, Patrycja, Ola, Kasia, Ola, Czarek, Kamil,Marcin, s. Sabina i s. Sylwia i nasz Pan kierowca. Za cel postawiliśmy zdobycie„kilku górek”:), miłe spędzenie czasu ze sobą, w innych niż typowo rekolekcyjne warunkach,oraz spotkanie z Bogiem… bo wielkość gór, piękno stworzenia i to że jest się tak blisko nieba pomagają w tym spotkaniu…

Po porannej Mszy św. „zapakowaliśmy się” w busa i ruszyliśmy przed siebie. Zostawiliśmy swoje rzeczy w domu rekolekcyjnym w Myczkowie nad Soliną i podjechaliśmy pod szlak, aby jeszcze tego dnia ruszyć w góry.Była godzina 15.00, zbierało się na burzę, słychać było grzmienie w oddali. Ale zaryzykowaliśmy, bo nie chcieliśmy stracić tak pięknych widoków. Wyszliśmy z Kalinicy, przemierzając Połoninę Wetlińską przez Smerek aż do schroniska „Chatka Puchatka”. Opłacało się.Burza przeszła bokiem i wróciła dopiero pod koniec, gdy już schodziliśmy ze szlaku. Udało się wsiąść do busa w pierwszych kroplach deszczu. Zdążyliśmy:) A widoki były cudowne. I jak na początku wchodziło się ze zmęczeniem, a i narzekań nie brakowało, to już na górze wszyscy ze szczęściem na twarzy szli przed siebie.Można było oglądać przepiękne widoki, w chmurach, słońcu, we mgle… porozmyślać,porozmawiać i pomodlić się. A schodzenie ze szlaku w towarzystwie błyskawic i grzmotów, które na szczęście nie dopadły nas w drodze, choć straszyły nieźle,długo pozostanie w naszej pamięci. Wystarczyło bowiem tylko z 45 minut i chyba bylibyśmy zmuszeni nocować w schronisku. Ale udało nam się zwiać. Za to deszcz dopadł nas drugiego dnia, już przy schodzeniu z Rawki. Zlało nas porządnie:) Ale cały dzień pagoda trzymała się dość dobra i dzięki temu (myślimy, że to wyproszona przez nas łaska) nie musieliśmy spędzać dnia w domu! Gdy jechaliśmy na szlak wszędzie po drodze padało i byliśmy zmartwieni,ale modliliśmy się i okazało się, że tam skąd ruszamy jest sucho.Ruszyliśmy więc na zdobycie Małej i Wielkiej Rawki oraz Krzemieńca, gdzie stykają się trzy granice państw: Polski, Ukrainy i Słowacji. Tego dnia nie brakowało więc nowych przeżyć. Wróciliśmy padnięci.Zjedliśmy obiadokolację, ogarnęliśmy dom i spotkaliśmy się na nabożeństwie„majowym”. Okazało się, że siły nam wróciły, bo długo siedzieliśmy razem,grając w różne zabawy i rozmawiając. Noc była krótka! Ale mogliśmy sobie na to pozwolić, bo w niedzielę z powodu deszczu zrezygnowaliśmy z ostatniego szlaku wzdłuż Soliny. Poszliśmy na Eucharystię do pobliskiego kościoła, zjedliśmy śniadanie i pojechaliśmy zobaczyć Jezioro Solińskie i wielką zaporę wodną na Solinie. Tu była nasza akcja ewangelizacyjna „Wolnych strzelców”. Naszywki z napisem: „Jeśli chcesz mogę się za ciebie pomodlić” zwracały uwagę innych. Było jednak zimno i deszczowo, co utrudniło misję, ale młodzież, pełna zapału,chce kontynuować ją także po powrocie. Przy zaporze zjedliśmy też wspólnie gofry. W drodze powrotnej do domu wstąpiliśmy jeszcze do Kalwarii Pacławskiej, do Matki Bożej czczonej tam jako Słuchająca.Powierzyliśmy Jej siebie i nasze sprawy, przeszliśmy spacerem po okolicy, a zwiedzanie zakończyliśmy wdrapaniem się na wieżę widokową. Z takimi wrażeniami wróciliśmy do domu. To był wspaniały czas. Mamy nadzieję pojechać w Bieszczady znowu, bo wiele „górek” czeka na zdobycie! 

 

Młodzież tak przeżyła naszą wyprawę:

Ola: „Wyjazd w Bieszczady był naprawdę bardzo fajnym, miłym i wesołym czasem spędzonym wśród cudownych osób. Na początku nie spodziewałam się, aż tak ogromnego wysiłku wchodząc na szyty gór(na zdjęciach te góry wyglądają tak niewinnie...), ale gdyby nie te męczarnie,słabsze chwile, brak sił oraz strach (przed burzą :( ) nie miałoby to wszystko takiego cudownego uroku (te widoki... były PRZEPIĘKNE). Najlepszym momentem pierwszego dnia, gdy byliśmy już na samej górze i przechodziliśmy ze szczytu na szczyt, była medytacja Słowa Bożego, bo po wszystkich wrażeniach i po „małym"wysiłku mogliśmy się wyciszyć i na spokojnie wszystko przemyśleć.  Bardzo spodobała mi się również "misja specjalna" i mam nadzieję, że każdy z uczestników będzie miał jeszcze niejedną okazję do kontynuowania tej misji:) Ogólnie wszystko bardzo mi się podobało (nawet ulewa drugiego dnia), ale tak szczególnie to to, że na szlaku wszyscy jesteśmy dla siebie braćmi i siostrami, bez względu na to czy się znamy czy nie. Miło się robiło, gdy mijając obce osoby za każdym razem odpowiadaliśmy sobie nawzajem"cześć" (i to w różnych językach :D) Bardzo dziękuję wszystkim za ten czas :)Mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja do podobnego wyjazdu :)”


Ewelina: „Wyjazd w Bieszczady uważam w 100% za udany:) Mimo nie najlepszej pogody udało nam się porządnie zmęczyć. Żeby nie szło się grupie zbyt miło, łatwo i przyjemnie postanowiłam utrudnić im trasę marudząc jak tylko się dało i szczerze nie wierzyłam w wiele rzeczy: po 1- że dojdę na szczyt,po  2- że to jest warte poświęcenia,czyli żeby iść nie wiadomo ile, męczyć się itp. Itd. i ogólnie że góry to ja chętnie pooglądałabym z pocztówki i to mi wystarczy (to było moje stwierdzeni ew połowie drogi). Ale im wyżej tym piękniej, lecz wszystko ma swoją cenę... Niestety w tym przypadku piękno łączyło się z poziomem trudności i zmęczenia... krótko mówiąc WARTO! Warto iść, marudzić męczyć się bo gdy się wyjdzie na szczyt i spojrzy się dookoła, satysfakcja jest tak ogromna że 2 tygodnie pielgrzymki giną pod urokiem dnia w górach, satysfakcja nieporównywalna... ale mnie najbardziej zachwycił fakt , „wow! jakie to wszystko jest piękne, jak Bóg musi być wspaniały, jak potężny, skoro stworzył to wszystko, nawet najmniejszy ruch liścia i jak pięknie musi być u Niego w Niebie, skoro w samych górach już zapiera dech w piersiach. Życie jest piękne, trzeba czerpać garściami ile się da, trzeba starać się być w jak największej ilości takich miejsc, bo to nam uświadamia i pokazuje piękno i wielkość naszego stwórcy:) Chwała Panu!”

                       s.Sylwia Stelmach, Duszpasterstwo młodzieży w Łabuniach

 

 

WsteczOdsłon: 16118   

 

Twoim zdaniem


Brak komentarzy


Dodaj komentarz


| Aktualności | Czytelnia | Dom Rekolekcyjny | Galeria zdjęć | Najnowsze publikacje | Napisz do nas | Polecane strony | Zgromadzenie |

 

Mirosław Kuduk © 2009

 

000128118