W serwisie

Aktualności

Archiwum

Czytelnia

Dom Rekolekcyjny

Galeria zdjęć

Księga gości

Logowanie

Napisz do nas

Polecane strony

Rekolekcje

Zgłoszenia na spotkania

Zgromadzenie


 

Warto przeczytać

 

Zespół pałacowy w Łabuniach

    Dzisiejszy łabuński pałac z zabudowaniami pochodzi z XVIII wieku.W 1706r. w drodze zapisu testamentowego po Marcinie Zamoyskim, Łabunie otrzymał jego syn Józef Tomasz.


 

Zobacz więcej  

 

SONDA

Czy poszukujesz na tej stronie informacji o Domu Rekolekcyjnym?


Nie
Nie, jestem tu przypadkowo
Nie, szukam informacji o Zgromadzeniu
Tak


Głosuj     Wyniki     Inne pytania


Dane kontaktowe

Dom Rekolekcyjny Sióstr FMM
 

Łabunie, ul. Parkowa 33

22-437 Łabunie

pow. zamojski, woj. lubelskie
 

tel. 084-611-30-52

Email: labuniedomrekolekcyjny@gmail.com

www.fmmlabunie.pl
 

ADMINISTRATOR SERWISU

Mirosław Kuduk

Email: mkuduk@interia.pl

 

 

 
  Szukaj w serwisie    

 

O pracy s. Barbary

Aktualności

Data publikacji: 2018-09-06

Opublikował: Elzbieta Dąbrowska

 

 


Pokój i Dobro!

Mam na imię Barbara, jestem siostrą franciszkanką. W Maroku mieszkam od 26 lat, a od 10 lat pracuję jako pielęgniarka w małej wiosce Tatiouine u podnóża Wysokiego Atlasu, w której mieszka 240 osób. Na początku chciałabym przytoczyć słowa Ewangelii wg św. Marka:

Mówił dalej: «Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarnko w kłosie. A gdy stan zboża na to pozwala, zaraz zapuszcza się sierp, bo pora już na żniwo». (Mk 4, 26-29)

Pokorne i ukryte nasionko staje się kłosem pełnym ziarenek wzrastającym nawet w nocy. Nie można mówić o naszym życiu pod namiotem, nie mówiąc o tej, która podjęła inicjatywę: siostrze Cécile Prouvost (1921-1983). W 1970 r., gdy ta „fundacja” powstawała, były inne struktury życia zakonnego. Trzeba dużej wyobraźni, aby widzieć prawdziwą franciszkankę misjonarkę Maryi żyjącą na zewnątrz klasztoru, pod namiotem, służącą ubogim nomadom, bez współsiostry, bez przełożonej, z dala od bezpiecznego klasztoru. Musiała mieć wyjątkowy charakter, niezwykłą odwagę i silne wezwanie od Pana.

Wspólnota z Mideltu zawsze czuła wezwanie, by żyć na peryferiach. W 1926 r., kiedy miało miejsce założenie tej placówki, w tej części Maroka nie było spokojnie, bezpiecznie. Jedynymi obcokrajowcami, oprócz sióstr, byli żołnierze wojska francuskiego.
Słowo Boże nie tylko wezwało Cécile, aby służyć ubogim jako pielęgniarka, ale też wzbudziło w niej głębokie pragnienie życia kontemplacyjnego. Podczas jej rekolekcji w 1969 r. usłyszała od Pana, że „będzie żyć jako koczownik – kontemplacyjny”. Zwierza się swoim przełożonym i arcybiskupowi. Jej projekt nabiera kształtów i staje się rzeczywistością. Tak więc na początku otrzymuje pozwolenie, by spędzić jeden do dwóch dni w tygodniu pod namiotem. To jej pozwala nie tracić czasu i bardzo szybko przechodzi na 4 dni pod namiotem. S. Cécile wraca do wspólnoty na weekend i bardzo szybko otrzymuje współsiostrę na czas, gdy jest poza klasztorem. S. Cécile czuje powołanie do najbiedniejszych – do koczowników z gór. Była w stanie odkryć w nich Chrystusa ubogiego, który nie miał „nic by głowę mógł oprzeć”. W namiocie nomadów Cécile stała się „koczowniczką z koczownikami”, ubrana w burnus, posługuje się językiem berberskim. Cécile, oprócz jej pracy pielęgniarskiej i życia kontemplacyjnego, oddała się studium Pisma Świętego. Przetłumaczyła Ewangelię św. Marka na język berberski. W lutym 1983 r. odkryto u niej bardzo zaawansowanego raka. Poinformowana o tym przez lekarza, przyjmuje tę wiadomość w wierze, w radości i nadziei. W dzień jej śmierci wspólnota została zatwierdzona przez władze Zgromadzenia FMM. Przełożona prowincjalna przywiozła jej oficjalne pismo z Rzymu pod namiot, zobaczyła je i umarła 11 października 1983 r. To jej „świadectwo życia” objawia się w pełnym świetle na cmentarzu w Kasbah Myriem w Midelcie. Tłum, który towarzyszył s. Cécile w ostatniej drodze, był złożony z chrześcijan i muzułmanów, kapłanów, sióstr zakonnych, a zwłaszcza jej braci i sióstr z gór – koczowników. To już trzydzieści lat temu. Wspólnota jeszcze istnieje, to znaczy, że istnieje potrzeba i Pan ją ochrania.

Dziś s. Marie i ja kontynuujemy drogę podjętą przez s. Cécile w miejscowości wysokiego Atlasu, Tatiouine. Żyjemy w domu, który nie różni się od innych domów z wioski. Energia elektryczna została tam doprowadzona 5 lat temu. Nasz dzień zaczyna się rano od modlitwy godzin – jutrzni, później celebracja Słowa Bożego, obrzęd Komunii św. i adoracja Najświętszego Sakramentu. Przynosimy na tę modlitwę tych wszystkich, którzy są wokół nas i rozpoczynają swój dzień:
- kobiety, które wyrabiają chleb,
- mężczyzn, którzy jedzą śniadanie i przygotowują muły do pracy w polu lub by iść ciąć drewno,
- pasterzy, którzy wyruszają ze stadem,
- dzieci, które idą do szkoły.
Tak z tymi wszystkimi osobami czcimy Pana. Nasza misja angażuje nas całych i zobowiązuje, by nasze życie w każdym momencie było darem nas samych i tych, którzy nas otaczają.

Maurice Zundel, teolog, który żył w latach 1897-1975, w 1967 r. powiedział:
„Chrystus nie jest monopolem chrześcijan, chrześcijanie nie są narodem wybranym, który byłby ograniczony granicami. Chrystus jest dla wszystkich, Chrystus czeka na wszystkich ludzi. Oni nie są na zewnątrz… i nie mamy ich ewangelizować poprzez nauczanie, ale mamy być dla nich przyjęciem Jezusa Chrystusa, tak jak Chrystus, by ich przyjął”.
To jest to, czym chcemy żyć. Chcemy, aby nasz dom był domem pokoju. Pewnego październikowego dnia wydawało się, że będzie jak zwykle w Tatiouine. Słońce spóźniło się ze wstaniem. Rano powiedziałam do Fatimy: „Dziś w Asyżu jest modlitwa o pokój na świecie”. Słuchając, jej twarz się rozjaśniła, i odpowiedziała: „My także możemy modlić się razem”. Po południu niebo zachmurzyło się i spadł deszcz. Około godziny czwartej po południu mimo złej pogody kobiety z małymi dziećmi przyszły do nas. Wkrótce nasza kuchnia była pełna kobiet. Spotkały się ze sobą radość i pokój. Marie postawiła wodę na gaz, by podać coś gorącego do picia. Fatima na początku wyjaśniła, dlaczego to spotkanie, kończąc słowami: „Jeśli chcemy, aby na świecie był pokój, musi on zapanować najpierw w naszej rodzinie, w naszej wiosce. Nasze serce powinno być pełne pokoju, by dać go światu”. Później poprosiła nas, by zacząć się modlić. Zaśpiewałyśmy z Marie modlitwę św. Franciszka z Asużu po arabsku, a kobiety recytowały modlitwę muzułmańską Fatiha. Następnie zaczęłyśmy wymieniać między sobą pocałunek pokoju (jedna po drugiej, robiąc koło).

Ludzie mają do nas zaufanie, i przychodzą do przychodni, by otrzymać opiekę i porady. Czasem trzeba nam wędrować przez wzgórza na piechotę z plecakiem lub jechać na mule, z lekami w barda (przykrycie na muła z dużymi kieszeniami) lub w chouaris (koszyki specjalne na muła). Jesteśmy tymi, które sieją, ale nie zbierają plonu i nie szukamy tego.
Przed sześcioma laty przez 6 sześć miesięcy zimowych mieszkałyśmy w wiosce, w namiocie z koczownikami. Zostałyśmy dwie i trudno było kontynuować. W tym roku pojedziemy na miesiąc latem pod namiot. Życie pod namiotem jest bardzo proste, z niezbędnymi środkami do życia, w gotowości zmiany miejsca namiotu w każdej chwili. Pewnego dnia mieliśmy wielką burzę, nasz namiot był między dwiema accas (rów, suche rzeki, służące nawet za drogę). W ciągu kilku minut zostały wypełnione wodą do wysokości ok. 2m. Kiedy deszcz przestał padać, dzieci (5-7 lat) naszych sąsiadów pobiegły do brzegów, aby oglądać tę mętną wodę płynącą blisko nas. Tego samego wieczoru dziadek powiedział nam: „Jutro rano ruszamy”. Bardzo bał się, że dzieci mogą utonąć.
To życie proste zastanawia nas, ludzie nie narzekają, a my, które chcemy żyć jak oni, z nimi, widzimy, że mamy więcej niż oni, nawet jeśli staramy się mieć to, co jest niezbędne. To miło obudzić się w środku natury, przy śpiewie koguta i móc iść modlić się, siedząc na skale lub siedząc pod drzewem kontemplując krajobraz, przedstawić Panu tych wszystkich, co są wokół nas, i całe to życie, które budzi się, wszystkie prace, które zostaną wykonane w tym dniu. Wtedy możemy śpiewać Jutrznię w jedności z naszymi siostrami z Mideltu i na całym świecie oraz z naszymi braćmi trapistami.
Wieczorem, gdy dzień schyla się ku zachodowi, stada wracają z gór. Przy pięknym zachodzącym słońcu śpiewamy nieszpory w jedności z całym stworzeniem wokół nas i zbieramy wszystkie prace tego dnia w naszej adoracji. Czasami jesteśmy zaproszone na kolację i przed snem kontemplujemy gwiaździste niebo nad nami, tak blisko, wydaje się, że można złapać gwiazdy. Koczownicy są szczęśliwi, że żyjemy pośród nich, którzy tak często byli pomijani, wzgardzani. Jesteśmy tu tylko dla nich, by słuchać ich problemów, pomagać im, leczyć chorych, zrozumieć dzieci, które może chcą uczyć się, ale nie chcą stracić swej wolności.
Nasza obecność jest bezinteresowna. Dajemy możliwość tym, którzy chcą doświadczyć prostego życia wśród ludzi. Mogą przyjść i dzielić nasze życie. Pozostajemy w bliskich relacjach z lokalną ludnością, która, choć nie utożsamia się z naszą tradycją religijną, poszukuje prawdy, dobra i piękna. Jesteśmy pielgrzymami wiary i swą posługą obejmujemy wszystkich, zwłaszcza ubogich. Wsłuchane w znaki czasu i potrzeby ludności staramy się na nie odpowiedzieć, do czego wzywa nas Papież Franciszek słowami: Wszyscy powinni móc doświadczyć radości czucia się kochanymi przez Boga, radości zbawienia! Jest to dar, którego nie wolno zatrzymać dla siebie, ale trzeba się nim dzielić.

(…)  Niech te słowa św. Franciszka z książki Eloi Leclerc: „Mądrość biedaka” nas prowadzą w naszej codzienności: we wspólnocie i w posłudze, do której nas posyła.
                 
"Pan posłał nas ewangelizować ludzi. Ale czy zastanowiłeś się już, co to znaczy ewangelizować ludzi ?
Widzisz, ewangelizować człowieka to znaczy powiedzieć do niego: Także, Ty jesteś umiłowany przez Boga w Jezusie Chrystusie. I nie tylko mu to powiedzieć, ale myśleć, że tak jest rzeczywiście. I nie tylko tak myśleć, ale zachowywać się w stosunku do tego człowieka tak, aby wyczuwał i odkrywał, że jest w nim coś zbawionego, coś o wiele większego i o wiele szlachetniejszego, niż myślał, i aby przebudził w ten sposób nową świadomość siebie. To znaczy głosić mu Dobrą Nowinę. Nie możesz tego zrobić inaczej, jak tylko ofiarując mu swoją przyjaźń. Przyjaźń prawdziwą, bezinteresowną, niepobłażającą, zbudowaną na zaufaniu i głębokim szacunku. Trzeba nam iść do ludzi. Jest to delikatne zadanie. Świat ludzi jest rozległym polem walki o bogactwo i władzę. I zbyt dużo cierpienia i okrucieństwa zakrywa im oblicze Boga. Przede wszystkim, idąc do nich, nie można pozwolić, aby widzieli nas, jako nowych rywali. Mamy być pośrodku nich świadkami „pokoju Boga Wszechmogącego”, ludźmi bez pożądania i bez pogardy, zdolnymi naprawdę stać się ich przyjaciółmi. To naszej przyjaźni oczekują, przyjaźni która pozwoli im poczuć, że są kochanymi przez Boga i zbawionym w Jezusie Chrystusie.”

s. Barbara Kołodziejczyk, fmm, z Maroka

treść

 

WsteczOdsłon: 3132   

 

Twoim zdaniem


Brak komentarzy


Dodaj komentarz


| Aktualności | Czytelnia | Dom Rekolekcyjny | Galeria zdjęć | Najnowsze publikacje | Napisz do nas | Polecane strony | Zgromadzenie |

 

Mirosław Kuduk © 2009

Profesjonalny Hosting

 

000133809