W serwisie

Aktualności

Archiwum

Czytelnia

Dom Rekolekcyjny

Galeria zdjęć

Księga gości

Logowanie

Napisz do nas

Polecane strony

Rekolekcje

Zgłoszenia na spotkania

Zgromadzenie


 

Warto przeczytać

 

ZAPRASZAMY NA PUSTELNIĘ FRANCISZKAŃSKĄ - dla rozeznających powołanie
Trzy dni skupienia oddane Jezusowi Chrystusowi. Trzy dni ciszy, by usłyszeć głos Boga. Trzy dni by kontemplować Jego Oblicze. Trzy dni, by wołać, pytać, rozeznawać. Panie! Co mam robić... aby prostą radość zdobyć?
 

Zobacz więcej  

 

SONDA

Czy poszukujesz na tej stronie informacji o Domu Rekolekcyjnym?


Nie
Nie, jestem tu przypadkowo
Nie, szukam informacji o Zgromadzeniu
Tak


Głosuj     Wyniki     Inne pytania


Dane kontaktowe

Dom Rekolekcyjny Sióstr FMM
 

Łabunie, ul. Parkowa 33

22-437 Łabunie

pow. zamojski, woj. lubelskie
 

tel. 084-611-30-52

Email: labuniedomrekolekcyjny@gmail.com

www.fmmlabunie.pl
 

ADMINISTRATOR SERWISU

Mirosław Kuduk

Email: mkuduk@interia.pl

 

 

 
  Szukaj w serwisie    

 

Hrabia Aleksander Szeptycki, fundator domu FMM w Łabuniach

Czytelnia

Data publikacji: 2009-10-19

Opublikował: s. Anna Siudak fmm

 


   

 

 

 

         Aleksander Szeptycki urodził się  w 1866 roku w Przyłbicach w powiecie Jaworów w województwie lwowskim. Jego matka Zofia była córką znanego komediopisarza Aleksandra Fredry. Poślubiła ona w 1861 roku we Lwowie Jana Kantego Szeptyckiego. Z domu rodzinnego pani Zofia nie wyniosła ani krzty pobożności, gdyż jej ojciec był antyklerykalnym libertynem.

                                                                                                                                                         

     Religijne rozbudzenie zawdzięczała swojej ciotce, Praskowii z Gołowinów Fredrowej, Rosjance nawróconej z Prawosławia, pobożnej w mądry i dojrzały sposób. Pogłębiając swoją religijność Zofia Szeptycka stała się bardzo gorliwą ultramontanką. Uważała ona Kościół za swoją ojczyznę, a za szczególną powinność Polaków, odpowiedzialność za losy unii kościelnej zawiązanej przed trzema stuleciami na terenie Rzeczpospolitej. Polski patriotyzm był dla niej sprawą drugorzędną i to wpłynęło bardzo mocno na dalsze losy rodziny. W Przyłbicach przyszło na świat siedmiu synów hrabiostwa Szeptyckich.

                                                                                                                                                           

     Dwaj najstarsi zmarli w młodym wieku: Stefan jako dziecko, a Jerzy będąc w Gimnazjum. Pozostali to Roman, przyszły Andrzej Szeptycki, arcybiskup i metropolita lwowski obrządku grekokatolickiego, Stanisław, generał Wojska Polskiego, Leon zastrzelony w 1939 roku w Przyłbicach wraz z żoną przez żołnierzy rosyjskich i najmłodszy Kazimierz, późniejszy Klemens Szeptycki, studyta, przełożony w Ławrze Unewskiej, następnie archimandryta. Aresztowany przez NKWD został skazany na 8 lat katorgi. Zmarł w więzieniu we Włodzimierzu w 1951 r. Dnia 27 czerwca 2001 roku Jan Paweł II podczas Mszy św. sprawowanej we Lwowie w obrządku bizantyjskim zaliczył go w poczet błogosławionych.

                                                                                                                                                         

       Aleksander wychowywał się więc w rodzinie bardzo religijnej obrządku rzymsko-katolickiego, w atmosferze ultramontanizmu.  W 1893 roku w Sumówce na Podolu poślubił córkę Kazimierza i Marii (z Potulickich ) Sobańskich - Izabellę i zamieszkał z żoną w dawnych dobrach rodziny Szeptyckich najpierw w Grodysławicach ( 1893-1901), a potem w Łaszczowie. W 1902 roku za posag żony Aleksander Szeptycki nabył od Tarnowskich pałac i majątek w Łabuniach.

                                                                                                                                                               

     W Grodysławicach urodziło się im czworo pierwszych dzieci: Maria, późniejsza żona  Stanisława Starowieyskiego, oficera Wojska Polskiego, przykładnego ojca rodziny i działacza Akcji Katolickiej, zamordowanego przez Niemców w Dachau oraz beatyfikowanego w Warszawie w 1999 roku przez Jana Pawła II, Zofia, która w wieku 21 lat zmarła w Odessie na gruźlicę, Teresa, późniejsza siostra Iza Zofia u Franciszkanek Misjonarek Maryi i Róża. Natomiast w Łaszczowie  przyszła na świat trójka młodszych dzieci: Jadwiga, późniejsza Henrykowa Dembińska, która po śmierci męża wstąpiła do Sióstr Franciszkanek od Krzyża, Katarzyna, późniejsza Antoniowa Dembińska i wreszcie Jan Kazimierz, który ożenił się  z Anną z Dzieduszyckich.

 

      W Łaszczowie wśród wielu domowników mieszkała stara niania Charlotta Leibinger, Szwajcarka z dwiema wnuczkami Niutką i Genią Radziszewskimi. Tuż przed wybuchem pierwszej wojny światowej Genia Radziszewska zachorowała na gruźlicę i była pielęgnowana przez starsze córki hrabiostwa. Zofia Szeptycka, okazała się najbardziej podatna na zarażenie i sama po krótkim czasie zachorowała na tę chorobę.

                                                                                                                                                     

     W pierwszych dniach  wojny trwała zażarta bitwa o Łaszczów między wojskami rosyjskimi i austriackimi. Miejscowość ta przechodziła z rąk do rąk. W domu Szeptyckich zorganizowano szpital polowy, gdzie liczba żołnierzy osiągnęła liczbę 1500 i ciągle zmieniał się jego zarząd. Raz był rosyjski, innym razem austriacki.

                                                                                                                                                             

     Warunki  wojenne w jakich przyszło żyć całej rodzinie były powodem pogorszenia się zdrowia Zofii. Zaczęła mieć krwotoki płucne. Wysłano ją z babcią Marią, matką pani Izabelli Szeptyckiej i dwoma siostrami Teresą i Różą do Przeździatki koło Sokołowa Podlaskiego. Reszta rodziny pozostała w Łaszczowie. Dnia 28 czerwca 1915 roku  Szeptyccy otrzymali rozkaz opuszczenia domu w przeciągu kilkunastu godzin wraz z wszystkimi mieszkańcami. Opuścili Łaszczów w dzień odpustu , w uroczystość św. Piotra i Pawła 29 czerwca 1915 roku. Zaraz po ich wyjeździe Kozacy podpalili dom. Jadąc przez Łabunie dwie noce  spędzili w pałacu, a potem udali się do Przeździatki.

                                                                                                                                                             

     Cofający się  front rosyjski zmusił ich znowu do wyjazdu jeszcze głębiej na Wschód. Pojechali pociągiem na Podole do drugiego brata pani Izabelli, Hieronika Sobańskiego do Sumówki. Po odzyskaniu sił po  trudach podróży, przenieśli się do drugiego majątku wuja do Berszady w powiecie olgopolskim. Stan zdrowia Zofii był coraz bardziej niepokojący i lekarze radzili, by udać się z nią do Odessy nad Morze Czarne, gdzie warunki klimatyczne pomogłyby jej odzyskać zdrowie. Na zaproszenie zaprzyjaźnionej z rodziną Matki Marii Drzewieckiej ze Zgromadzenia Franciszkanek Misjonarek Maryi rodzina Szeptyckich wyjechała do Odessy, gdzie zamieszkała w tzn Hoteliku, małym jednopiętrowym domku przy zakładzie dla młodych dziewcząt –sierot prowadzonym przez siostry Franciszkanki Misjonarki Maryi. Całość mieściła się w Odessie przy ulicy Ewangeliczeskij Pereułok nr.3, bardzo blisko morza. Jednak żadne zabiegi, ani troska okazywana Zofii nie były w stanie poprawić stanu jej zdrowia i zmarła 12 kwietnia 1917 roku.

                                                                                                                                                           

     Pochowano ją w podziemiach kościoła katolickiego, tzn francuskiego w Odessie z myślą, by w przyszłości, w bardziej sprzyjających warunkach, sprowadzić jej zwłoki do Polski. Jednak nigdy do tego nie doszło. W rodzinie kultywowano wielką potrzebę dziękczynienia Bogu za wszystko, za Jego opiekę, ale również za krzyże. To, co On daje jest zawsze i niezmiennie dobrem dla wszystkich. Rodzina Szeptyckich ciągle przeżywała bardzo trudne chwile: niepewność jutra, wygnanie z kraju, ubóstwo i choroby najbliższych. Druga ich córka Róża również bardzo ciężko i długo chorowała. Znosili jednak te krzyże z całym poddaniem się, pokorą i pogodą ducha. Otrzymawszy w najtrudniejszych dla nich chwilach  pomoc od Marii Drzewieckiej i jej sióstr byli bardzo wdzięczni za okazaną przyjaźń, pomoc moralną i materialną, zrozumienie i współczucie.

                                                                                                                                                       

     Tą wdzięczność  przekazali swoim dzieciom i już w Odessie podjęli decyzję spłacenia w jakiś sposób zaciągniętego długu wdzięczności. Tam też postanowili poświęcić swoje życie działaniu na chwałę Bogu i pożytkowi kraju i bliźnich. Pan Aleksander należał do tej części polskiej magnaterii, która potrafiła patrzeć na zmieniający się świat i wyciągać z tych przemian właściwe wnioski. Zastosował on w praktyce najlepsze światowe wzorce dotyczące gospodarowania w swych dobrach, a szczególnie odnosiły się one do jego poddanych. Budował nowoczesne mieszkania dla służby folwarcznej, zakładał ochronki dla dzieci tejże służby, wprowadził dla jej poszczególnych członków ubezpieczenia na wypadek choroby i utrzymanie do śmierci za długą pracę, po zakończeniu czynnego życia zawodowego. Pan Aleksander był człowiekiem bardzo szlachetnym i sam wygląd zewnętrzny, jego postawa ( jak mówią ci, co go znali) świadczyły, że był to KTOŚ, że był to „wielki pan” . I jednocześnie był człowiekiem bardzo przystępnym, czułym na ludzką biedę, krzywdę, nieszczęście. Był człowiekiem rzetelnym, pracowitym, słownym, prawdomównym, punktualnym, pełnym inicjatywy.

 

     Po rewolucji w Rosji i skończonej pierwszej wojnie światowej rodzina wróciła do kraju do Łaszczowa, do domu, który już nie istniał. Był to rok 1918. Nie mogli jednak pozostać długo w Łaszczowie, bo zaczęła się wojna tzw  ukraińska i znowu było niespokojnie W 1918 roku osiedlili się w Łabuniach w domu, w którym dawniej mieszkał leśniczy i buchalter majątkowy (Dziś mieści się tam Dom Dziecka). Pałac łabuński choć wewnątrz dość zniszczony, na zewnątrz wydawał się obiektem łatwym do zaadoptowania na użytek mieszkalny. Rodzina Szeptyckich uważała jednak, że jest on zbyt duży i zbyt luksusowy jak na ówczesne czasy, by w nim zamieszkać.
   W 1920 roku znów wybuchła wojna i walki rozszerzyły się aż po Zamość. Rodzina Szeptyckich udała się do Korczyny koło Krosna nad Wisłokiem do majątku brata pana Aleksandra, generała Stanisława Szeptyckiego. Gdy skończyła się wojna, że względu na dzieci i ich naukę, w zimie rodzina zamieszkiwała w Warszawie, ale lato i święta spędzała w Łabuniach.

   

     Wojny trwające nieprzerwanie w latach 1914- 1920 bardzo wyniszczyły okolice Łaszczowa i Łabuń. Od czasów zaboru rosyjskiego tereny powiatu zamojskiego, tomaszowskiego i hrubieszowskiego były pozbawione klasztorów sióstr, które mogłyby służyć miejscowej ludności znękanej zaborami i wojną. Od śmierci Zofii aż do 1921 roku pan Aleksander był obciążony wieloma pracami i troską, by utrzymać rodzinę, że nie był w stanie, mimo ciągłej pamięci, spłacić długu wdzięczności siostrom Franciszkankom Misjonarkom Maryi za dobro doznane w Odessie.

 

     W 1921 roku Szeptyccy postanowili ofiarować cały zespół pałacowy wraz z parkiem i określoną powierzchnią pola uprawnego w Łabuniach  siostrom Franciszkankom Misjonarkom Maryi, by założyły pierwszą fundację w Polsce. Przedstawili tę propozycję listownie Matce Generalnej Zgromadzenia w Rzymie. W tym samym czasie przyjechała do Rzymu zmuszona opuścić Odessę Matka Maria Drzewiecka wraz z dziewczętami z prowadzonego przez siostry zakładu. Matka Generalna przyjęła propozycję państwa Szeptyckich i 29 czerwca siostry objęły w posiadanie ofiarowaną fundację.

                                                                                                                                                         

    Pierwsze trzy siostry, wśród których była Matka Maria Drzewiecka na początku zamieszkały w domu pana Aleksandra i ten sposób rozpoczęły się w Łabuniach bardzo przyjazne, rodzinne relacje rodziny Szeptyckich z siostrami Franciszkankami Misjonarkami Maryi. Pierwszą postulantką, która wstąpiła do Zgromadzenia w Łabuniach w 1923 roku, była córka pana Aleksandra, Teresa. Szeptyccy przez cały czas w miarę swych sił wspierali materialnie dom sióstr w Łabuniach. Na szczególnie godne podkreślenia były więzy duchowe, które łączyły rodzinę Szeptyckich z rodziną zakonną Franciszkanek Misjonarek Maryi. Pan Aleksander, bez względu na pogodę, uczestniczył z siostrami każdego dnia we Mszy św. usługując celebransowi.

   

    We wrześniu 1939 r.  Armia Czerwona dotarła pod Krasnystaw, „ wyzwalając” między innymi Łabunie. Hrabiemu Aleksandrowi Szeptyckiemu i jego rodzinie udało się ujść z życiem. Armia Czerwona zajęła jego dobra i próbowała, choć bezskutecznie, „zrewolucjonować” służbę folwarczną i biedotę wiejską. Po wycofaniu się Bolszewików za Bug hrabią Aleksandrem  liczącym już wówczas 74 lat zainteresowali się Niemcy. Przez całą zimę 1939/1940 r. użyli wszelkich sposobów, aby go zjednać dla siebie. Wysłano doń jednego z kupionych już przez Niemców panów z propozycją podpisania „volkslisty”. Hrabia Szeptycki powiedział stanowczo i jasno:
„Nigdy to się nie stanie. Choć byśmy mieli stracić wszystko, nikt z mojego rodu nie wyprze się Polski. Nie splamimy honoru Polaka, choćby przyszło zapłacić nam życiem!” Od tej pory pan Aleksander wiedział, że dni jego spokoju są policzone.

   

      Dnia 19 czerwca 1940 roku w kaplicy sióstr FMM po skończonej Mszy św. został aresztowany przez gestapo i wywieziony na Rotundę zamojską. Świadkowie zeznają, że w tych nieludzkich warunkach sędziwy już hrabia, zachowywał się z wielką godnością. Nie wykonywał poniżających go nakazów, za co został przez oprawców zakatowany na śmierć. Po jego zgonie gestapowcy zatrzymali chłopski wóz i kazali załadować na niego zwłoki hrabiego. W ten sposób przykryte słomą zostały przywiezione do kostnicy zamojskiego szpitala. Siostry zabrały jego ciało z prosektorium i pochowały na swoim cmentarzu w parku obok jego żony i córki Róży. Oddały ostatni hołd człowiekowi, któremu tak wiele zawdzięczały. Wspominają go dotąd jako człowieka o głębokiej pobożności, skromnego i pokornego, który był ewangelicznym „Sprawiedliwym” czyniącym wszystko, bez rozgłosu na większą chwałę Boga.

                                                                                                                                                             

    Życiowe krzyże, które przyjmował z ręki Boga jako dobro, przygotowały go do dania najwyższego świadectwa, oddania życia  w obronie wartości Bożego Królestwa. Dzięki sprowadzeniu przez pana Aleksandra  międzynarodowej, misyjnej rodziny sióstr do Łabuń, zapoczątkował on uczestnictwo polskich  Franciszkanek Misjonarek Maryi w dziele ewangelizacji świata, które do dziś głoszą Dobrą Nowinę w różnych jego zakątkach.

 

WsteczOdsłon: 33077   

 

Twoim zdaniem


Moje 2 cotki wstampili do zakonu w latach 1925/30 w Labunie :Stanislawa i Antonina Krasowska. W latach 1950 Matka Iza (corka Aleksandra Szeptycki) dawala mi lekcie katechizmu we Francij (Berck-Plage).Urodzilem sie w Tarnogrodzie 1941.Prosze wybczyc za blendy po Polsku ale tylko mama uczyla mnie i to bylo dawno.
 

Autor: Stary rodak i zawsze Polak!!     2012-09-14 / 22:16:27 - IP: 83.200.114.218

 


"w domu, w którym dawniej mieszkał leśniczy". Do 1880 leśniczym i pasiecznikiem w Łabuniach był Jan Romuald Listowski - mój praprzodek.
Wyjechał z Szeptyckimi po 1915 do Sumówki a schyłek życia (lata 30.) spędził w Łaszczowie.
Część dokumentów tu się znajduje:
drive.google.com/drive/folders/0By8R0YAuWI5wWUVZai05YXJZTEU
 

Autor: Kystyna     2016-11-30 / 19:03:07 - IP: 78.11.178.182

 


Dodaj komentarz


| Aktualności | Czytelnia | Dom Rekolekcyjny | Galeria zdjęć | Najnowsze publikacje | Napisz do nas | Polecane strony | Zgromadzenie |

 

Mirosław Kuduk © 2009

 

000128118