W serwisie

Aktualności

Archiwum

Czytelnia

Dom Rekolekcyjny

Galeria zdjęć

Księga gości

Logowanie

Napisz do nas

Polecane strony

Rekolekcje

Zgłoszenia na spotkania

Zgromadzenie


 

Warto przeczytać

 

Anna Kazimierzowa Szeptycka

     Była córką Włodzimierza Dzieduszyckiego i Wandy z Sapiehów. Ojciec jej był wnukiem Włodzimierza Dzieduszyckiego, założyciela lwowskiego Muzeum Przyrodniczego, właściciela pałacu przy ul. Kurkowej we Lwowie, będącego gniazdem rodowym Dzieduszyckich.


 

Zobacz więcej  

 

SONDA

Czy poszukujesz na tej stronie informacji o Domu Rekolekcyjnym?


Nie
Nie, jestem tu przypadkowo
Nie, szukam informacji o Zgromadzeniu
Tak


Głosuj     Wyniki     Inne pytania


Dane kontaktowe

Dom Rekolekcyjny Sióstr FMM
 

Łabunie, ul. Parkowa 33

22-437 Łabunie

pow. zamojski, woj. lubelskie
 

tel. 084-611-30-52

Email: labuniedomrekolekcyjny@gmail.com

www.fmmlabunie.pl
 

ADMINISTRATOR SERWISU

Mirosław Kuduk

Email: mkuduk@interia.pl

 

 

 
  Szukaj w serwisie    

 

Jan Kazimierz SZEPTYCKI

Czytelnia

Data publikacji: 2010-04-14

Opublikował: Teresa Szeptycka Gubrynowicz

 

 

      Jan Kazimierz Szeptycki, najmłodszy syn Aleksandra i Izy z Sobańskich urodził się 31 pażdziernika 1907 roku w Lublinie. Przed nim przyszło w rodzinie na świat sześć córek (jedną z nich – Teresę Marię powołał później P. Bóg do zgromadzenia sióstr Franciszkanek Misjonarek Maryi). Rodzina zamieszkiwała początkowo – w latach 1893 – 1901, w Grodysławicach, a w chwili narodzin Jana Kazimierza - w Łaszczowie, który wraz z  Nadolcami, Podhajcami i Zimnem, a od 1901 r. – Łabuniami, należał do dóbr rodzinnych. W 1915 r., w wyniku działań wojennych, Aleksandrowie Szeptyccy z dziećmi, jako poddani rosyjscy, zmuszeni byli do opuszczenia domu i ucieczki na wschód. Okres od 8 do 12 r. życia spędził Jan Kazimierz wraz z rodzicami i siostrami na wygnaniu, w Berszadzie na Podolu, a także w Odessie.

 

      Przeżył tam, razem z całą rodziną, chorobę i śmierć (10.04.1917 r.) swojej 2-giej z kolei siostry, Zofii, pielęgnowanej i otaczanej opieką w czasie największych cierpień przez siostry Franciszkanki Misjonarki Maryi, z którymi złączyła wtedy rodziców i dzieci, głęboka i trwała przyjaźń. Powrót z wygnania nastąpił w r.1918, na rok do Łaszczowa, a następnie do Łabuń, które stały się dla Jana Kazimierza i jego rodzeństwa domem rodzinnym. Wskutek działań wojennych w 1920 r. rodzina  zmuszona była opuścić Łabunie i przez kilka miesięcy przebywała w Korczynie k. Krosna (majątek należący do wiana matki hr.  Aleksandra - Zofii z Fredrów Szeptyckiej).

   

     W związku z koniecznością  kształcenia dzieci, do roku 1924 - Aleksandrowie Szeptyccy mieszkali  w Warszawie, gdzie córki Jadwiga i Katarzyna uczęszczały do liceum prowadzonego przez pp Plater, zaś Jan Kazimierz kształcił się w Colegium Marianum na Bielanach, gdzie uzyskał maturę. Serdeczne kontakty ze środowiskiem mariańskim utrzymywał do końca życia. Po maturze podjął studia rolnicze na Uniwersytecie Poznańskim. W okresie studenckim czynnie uczestniczył w inicjatywach katolickiego stowarzyszenia młodzieży akademickiej „Odrodzenie”, związany przyjaźnią zarówno ze środowiskiem poznańskim, jak i lwowskim.

   

     Szczególnie bliskie stosunki łączyły go z  założycielami „Odrodzenia” - Stefanem Swieżawskim (później – wybitnym przedstawicielem katolickiej myśli filozoficznej i znawcą historii filozofii ), z Tadeuszem Fedorowiczem  (później gorliwym kapłanem, duszpasterzem i opiekunem wywiezionych na wschód Polaków, a po wojnie wieloletnim kapelanem w Zakładzie dla Niewidomych w Laskach pod Warszawą i duszpasterzem inteligencji) oraz - z aktywnymi w kole lwowskim, kuzynami -Janem i Anną Szeptyckimi z Przyłbic. Odrodzeniowe spotkania i rekolekcje, a także odbywana wspólnie z niektórymi spośród przyjaciół służba wojskowa we Włodzimierzu Wołyńskim oraz splatające się w późniejszych latach losy osób i rodzin, wzmocniły więzy braterstwa i przyjaźni.

 

    Żywe pozostawały także przez cały czas młodości Jana Kazimierza kontakty z gniazdem rodowym Szeptyckich w Przyłbicach, gdzie mieszkał, aż do tragicznej śmierci 27.09.1939 r. (rozstrzelanie przez NKWD), brat ojca - Leon Szeptycki z żoną Jadwigą z Szembeków. W domu tym pielęgnującym tradycje rodzinne i żyjącym nimi, podobnie, jak dom łabuński, wzrastała 7-osobowa gromada młodych kuzynów i kuzynek. Przyłbice zawsze gościnne, tętniące życiem i wesołością odwiedzał Jan Kazimierz wielokrotnie. Tam też, poznał przy  grze w siatkówkę, koleżankę z ławy szkolnej swojej kuzynki Hani, a swoją późniejszą żonę Annę Dzieduszycką.

   

     Oczywiście, aktywnie uczestniczył także w zjazdach rodzinnych  organizowanych w Łabuniach. Pierwszy zjazd, podczas którego spotkali się wszyscy żyjący bracia ojca, w tym również Metropolita lwowski obrządku grecko-katolickiego Andrzej Szeptycki, był dla 20-letniego wówczas  Jana Kazimierza wydarzeniem znaczącym i ważnym świadectwem tego, jak w braterstwie ludzkim i w Bożej miłości spotkać się mogą osoby różnych opcji, podążające ku niebu niejednakowymi drogami. W związku z długotrwałą, ciężką chorobą, a potem śmiercią matki, podupadającym zdrowiem ojca i koniecznością roztoczenia opieki nad przewlekle chorą siostrą Różą, Jan Kazimierz musiał wrócić do Łabuń na stałe tuż przed uzyskaniem dyplomu.

 

     Do przejęcia obowiązków związanych z prowadzeniem majątku był już wtedy w pełni przygotowany i dojrzały. Posiadał ponadto rzadko spotykany talent organizatorski. Szybko wszedł  więc w rolę nowego gospodarza Łabuń, korzystając z doświadczeń ojca i dobrze z nim współdziałając. 20 sierpnia 1936 r. ożenił się z Anną Dzieduszycką córką Włodzimierza i Wandy z Sapiehów. Młoda żona z zapałem włączyła się do pomocy  mężowi w prowadzeniu spraw „łabuńskich”. Dnia 31 stycznia 1938 r. urodził się ich syn Aleksander.

 

      W chwili wybuchu II wojny światowej Jan Kazimierz, jako oficer wojska polskiego (dywizja artylerii konnej), został zmobilizowany. Odbył kampanię wrześniową walcząc do końca. Żona z małym Aleksandrem, wobec zbliżającego się frontu, podjęła dramatyczną decyzję opuszczenia Łabuń, udając się do swego rodzinnego domu w Zarzeczu koło Jarosławia. Tam 23 marca 1940 r. urodziła się córka Maria, zwana w rodzinie Mają. Jan Kazimierz po zakończeniu działań wojskowych połączył się z rodziną w Zarzeczu. Po otrzymaniu wiadomości o zamordowaniu przez Niemców jego ojca w Rotundzie zamojskiej (19.06.1940 r.), przyjechał do  Łabuń i wziął udział w pogrzebie. W lipcu 1940 r. powrócił wraz z żoną i dziećmi  do domu, który jednak musiał odtąd dzielić z nowym współmieszkańcem Niemcem zajmującym parter budynku.

 

     To trudne współżycie trwało aż do aresztowania Jana Kazimierza jesienią 1942 r i osadzenia go wraz z grupą innych więźniów w Zamku lubelskim. Nazwisko jego znajdowało się na liście osób skierowanych do obozu koncentracyjnego w Majdanku. Dzięki nadzwyczajnej opiece Bożej, staraniom żony i rodziny został z więzienia zwolniony w lutym 1943 r. Nie mógł już jednak wrócić do Łabuń. Do końca wojny pełnił obowiązki administratora w majątku swego teścia w Zarzeczu koło Jarosławia. Tamteż urodziła się 8 marca 1944 r. jego druga córka Teresa.

 

     Wraz z nadejściem frontu w 1944 r. Jan Kazimierz wstąpił do II armii wojska polskiego, prowadzącego działania w południowych i zachodnich  rejonach Polski. Do rodziny udało mu się powrócić wiosną 1945 r., kiedy to opuścił, na dobre, wojsko, unikając – dzięki pomocy lekarzy, „szkolenia” dla oficerów w Moskwie, na które został skierowany. Porządki nowej władzy zmusiły Jana Kazimierza do organizowania od początku podstaw egzystencji rodziny, szukania miejsca do zamieszkania i pracy. Pochodzenie i nazwisko nie ułatwiały mu tego zadania. Przez 2 lata, w Rabce prowadził wraz z żoną pensjonaty „Fatma”, później - „Jasny Dwór”, dla dzieci potrzebujących podreperowania zdrowia. Następnie losy zaprowadziły go do Giżycka, gdzie znalazł pracę i mieszkanie w ramach akcji zagospodarowywania tzw. ziem odzyskanych.

 

     Po trzech latach niespokojnego i trudnego życia, w 1950 r. został usunięty z pracy, z tzw.” wilczym biletem”. Wielka osobista odwaga, determinacja w poszukiwaniu wyjścia z trudnej sytuacji  oraz bezgraniczna ufność w opiekę Bożą (codzienna wieczorna modlitwa rodziców „Kto się w opiekę...”  słyszana była w pokoju dzieci) pozwoliła mu doczekać się stopniowej poprawy losu. Znalazł pracę w jednym z biur projektowych odbudowującej się wówczas Warszawy oraz mieszkanie dla rodziny na warszawskich Bielanach, które były mu bliskie od czasów licealnych.

   

     Przeprowadzka rodziny do Warszawy odbyła się późnym latem 1950 r. Jan Kazimierz mieszkał i pracował w Warszawie do końca życia. Po przejściu na emeryturę, z właściwym sobie zaangażowaniem i dokładnością opiekował się archiwum rodziny Szeptyckich, które w elementach, z różnych stron, trafiało do jego rąk. Porządkował je, uzupełniał, pomagał historykom poszukującym materiałów do opracowań naukowych dotyczących osób z rodziny: pradziadka - pisarza Aleksandra Fredry oraz trzech  stryjów: Romana (sługi Bożego, metropolity lwowskiego cerkwi grecko-katolickiej), Kazimierza (wybitnego przedstawiciela i reformatora zakonu studytów, wyniesionego na ołtarze przez Ojca św. Jana Pawła II) i Stanisława - żołnierza III brygady legionów, generała wojska polskiego, uczestnika wojny 1920 r.),  udostępniając im archiwum w swoim mieszkaniu.

   

     Utrzymywał kontakty z wieloma osobami w kraju i zagranicą, także z przedstawicielami tak drogiej mu, zdelegalizowanej wówczas w ZSRR, cerkwi grecko-katolickiej, przeżywającej, także i w Polsce, wraz z kościołem rzymsko-katolickim, pod którego opiekę się schroniła, ogromne trudności i zagrożenia. Pomagał kompletować  materiały i informacje potrzebne do rozpoczęcia procesów beatyfikacyjnych – Andrzeja (w rodzinie Romana) i Klemensa (w rodzinie Kazimierza) Szeptyckich. Walczył  słowem i piórem o wierność wizerunku Metropolity Andrzeja, zniekształconego przez wrogą mu propagandę, ukazując głębokie i święte powołanie do służby Bożej, które było podstawą i jedyną właściwą miarą jego wyborów i całej drogi życiowej.

   

    Wielką radością  późnych lat życia Jana Kazimierza  były – znowu możliwe – przyjazdy do Łabuń, pokazanie ich dzieciom i wnukom, rozmowy z siostrami, nie tylko z tymi, które pamiętały dawne czasy, a przede wszystkim z ukochaną siostrą Teresą, lecz i z młodymi, a także - z kolejnymi przełożonymi o planach i problemach związanych z przygotowaniem Łabuń do nowych zadań w nowych czasach. Dane mu było zorganizować w Łabuniach, z pomocą sióstr i rodziny, kolejny zjazd rodzinny, z okazji jubileuszu 50-lecia ślubu, w r.1986. , na który przybyło około 100 osób z obu rodzin oraz liczne grono przyjaciół.

 

     W kilka lat później, z młodzieńczą werwą, uczestniczył w obchodach związanych z rocznicami swego pradziadka Aleksandra Fredry, wykorzystując każdą z tych okazji, by  umacniać w obecnych poczucie zachowania ciągłości tradycji i więzi rodzinnej. Nie szczędził trudu – mimo posuwających się lat i pogarszającego zdrowia, biorąc udział w wydarzeniach i spotkaniach rodzinnych. Jego obecność nadawała im zawsze szczególną rangę.

 

     Zmarł 6 września 1994 r. w Warszawie. Pierwszym,  który przekazał żonie wiadomość o tym, że odszedł,  nie był nikt z personelu szpitala ani z rodziny, lecz biskup obrządku grecko-katolickiego, przyjaciel, będący przejazdem w Warszawie, który na wiadomość o chorobie pojechał odwiedzić go w szpitalu. Nie zastał go już przy życiu. Pogrzeb odbył się w Łabuniach 9 września 1994 r. Obecni modlili się o miłosierdzie Boże i o pokój dla jego duszy, zgodnie z tradycją rodzinną  i najgłębszym, choć nie wyrażonym pragnieniem Jana Kazimierza – razem, w obu obrządkach.

 

Warszawa, 10 styczeń 2005.

 

WsteczOdsłon: 29018   

 

Twoim zdaniem


Brak komentarzy


Dodaj komentarz


| Aktualności | Czytelnia | Dom Rekolekcyjny | Galeria zdjęć | Najnowsze publikacje | Napisz do nas | Polecane strony | Zgromadzenie |

 

Mirosław Kuduk © 2009

 

000129263